Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dachau po wyzwoleniu

Listy z Dachau – 02.05.1945, 22.05.1945

02.V.1945
22.V.1945
Listy wysyłane na adres żony a żona przesyłała mojej matce do Gniezna. Po wojnie część listów była na przechowaniu w Gnieźnie a część w Straconce.
Dachau, 02.05.1945
Dachau, 2.05.1945
Moja najukochańsza Marysiu i dzieci moje.
W przededniu naszego święta narodowego, które obchodzić będziemy bardzo uroczyście, co wyzwoli z dusz naszych długo ukrywaną tęsknotę za ojczyzną, pozwolono napisać nam do naszych najdroższych słów kilka, by z serc i dusz naszych popłynęły do Was gorące uczucia przywiązania, miłości i poświęcenia. Tak bym krzyczał na świat cały: jestem uratowany dzięki Bogu i Matce Najświętszej za wstawieniem się Was moi Drodzy – jestem wolny i żyję i wrócę do Was. Walczyłem o to z górą lat pięć .
Bóg miłosierny wysłuchał próśb Twoich, dziatek moich i Rodziców moich drogich. Przeżyłem dno piekła, pióro nie odda tego wszystkiego, wierzaj mi, że gdyby nie nagła pomoc armii amerykańskiej nie żylibyśmy już więcej.
Witaliśmy ją w niedzielę 29.IV.1945 o godz.17.30. Cośmy przeżyli, też pióro nie odda. Byłem wtedy na mszy św., kiedy wyzwoleńcy nasi przyszli! I dziękuję Bogu codziennie, że żyję i Was moi drodzy jeszcze uściskam. Z Gross Rosen ewakuowani byliśmy do Hersbrucka koło Norymbergii w styczniu, skąd 9.IV wyszliśmy pieszo, idąc 17 dni do Dachau. Czy wiesz co to znaczy? Wygłodzony tak dalece, że paść miałem, ale jakaś siła ciągnęła mnie naprzód, aż cel osiągnąłem. Czy teraz, kiedy wróg kona już i wolni jesteśmy, przeżywam w każdej minucie mój powrót do domu. Co za radość będzie!
Nowe życie przed nami się otwiera! Odrodziłem się całkowicie, poprowadzę Was wszystkich w świetlaną przyszłość naszą.
Jeślibyśmy jednak nie wrócili, to wiesz że ktoś inny woła….
Spotykam tu Wdowiaka i często spacerujemy, opowiadając o Was moi kochani!
Jak spragnionych jestem uścisków Waszych! Serce rwie się do Was.
Ucałuj Krzysię moją złotą, Alusia drogiego i Jędrusia najmilszego. Powiedz im, że ich modlitwy jedynie zachowały mnie przy życiu. Ciebie ściskam z całego serca jak nigdy dotąd! Oczy Twoje i rączki spracowane i serce, które było mi wierne.
Do zobaczenia się Twój wierny i kochający zawsze Maryś ! Matkę Twą całuję serdecznie.
Najdroższa na świecie Mamo moja, Ojcze i Kaziu!
Żyję i jestem wolny! Sprawiły to Wasze modlitwy i łzy wylane. Bóg jest dobry w swej potędze! Wrócę do Was i ucałuję Wasze stopy i ręce spracowane. Mamo! Co za szczęście, że się tak skończyło!

Podziękujcie Bogu, bo i ja jak umiem dziękuję. Pragnienia moje gorące by jeszcze raz ucałować ręce Wasze, spełniać się zaczynają! Co za radość, co za wesele w sercu moim. Kazię całuję serdecznie, moją najlepszą siostrzyczkę. Całuję Janię, Czesię kochaną i wszystkie dzieci. Franka i Janka ściskam gorąco. Ciebie najlepsza mamo i Ojcze całuję z całego serca. Bądźcie spokojni o mnie. Bóg i modlitwy Wasze mnie prowadzą. Bóg z wami.
Wasz kochający Syn, Brat, Wujek i Szwagier
Marian

Strony: 1 2

Gross Rosen

Gross Rosen, 26.11.1944

Kochana żono, dzieci i rodzice!
Odpowiedzi na mój list jeszcze nie otrzymałem. Paczkę od Kazi i chleb od Ciebie kochana Mizelle otrzymałem z podziękowaniem. Wszystko było w najlepszym porządku. Na urodziny Alusia i imieniny mojej mamusi i syna Alexa przesyłam moje najserdeczniejsze życzenia szczęścia.
Całusy dla Ciebie, kochana żono za myśli i starania o mnie. Kazię całuję również serdecznie, ona jest najlepszą siostrą. Przesyłam również pozdrowienia dla Janiny i Czesi. Jestem zdrowy i czuję się dobrze. Czy Florek i Tomek są nadal tak dobrzy dla Was jak dawniej? Florek był zawsze szczególnie dobry.
Czekam na szybką odpowiedź.
Całusy dla rodziców, dla Ciebie kochana Marychno i dla dzieci
przesyła Wasz ojciec, mąż i syn
Marian
Zwracaj uwagę przy adresie na blok 6.

Strony: 1 2

Listy z Auschwitz

pocztówka 23.XII.1940
listy:
1941 rok
12.I.1941, 26.I.1941, 09.II.1941, 23.II.1941, 09.III.1941, 23.III.1941, 05.IV.1941, 27.IV.1941, 25.V.1941, 06.VII.1941, 20.VII.1941, 22.VII.1941, 17.VIII.1941, 31.VIII.1941, 21.IX.1941, 05.X.1941, 26.X.1941, 09.XI.1941, 23.XI.1941, 07.XII.1941

1942 rok
1.I.1942, 10.I.1942 , 1.III.1942, 15.II.1942, 22.II.1942, 20.V.1941 , 5.VII.1942, 6.IX.1942, 18.X.1942, 15.XI.1942, 29.XI.1942

1943 rok
18.VII.1943, 8.VII.1943, 11.XII.1943, 21.XI.1943, 7.XI.1943, 17.X.1943, 3.X.1943, 12.IX.1943, 22.VII.1943, 4.VII.1943, 31.I.1943, 14.II.1943, 1.III.1943, 13.III.1943, 9V.1943, 30.V.1943, 20.VI.194

1944 rok
11.1.1944, 23.I.1944, 6.II.1944, 5.III.1944,19.III.1944 – z pisanką wielkanocną, 9.IV.1944, 22.IV.1944, 14.V.1944, 28.V.1944, 11.VI.1944, 25.VI.1944 – z rys. jaskółki niosącej list, 30.VII.1944 – z rysunkiem „13 lat” (małżeństwa), 13.VIII.1944, 10.IX.1944- z rysunkiem 3 osobowej rodziny oczekującej na list niesiony przez jaskółkę, 24.IX.1944, 8.X.1944, 13.X.1944, 13.X.1944

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27

Listy z Dachau (za drugim pobytem)

1.IX.1940, 15.IX.1940, 29.IX.1940, 13. X.1940, 27. X.1940, 9.XI.1940, 24.XI.1940, 1.IX.1940, 15.IX.1940, 29.IX.1940, 13. X.1940, 27. X.1940, 9.XI.1940, 24.XI.1940, 8.XII.1940

Dachau, 01.09.1940
Nr 14 572, blok 27, izba 1
Dachau, 01.09.1940

Kochana Marysiu, Dzieci, Rodzice, Teściowo!
Dotąd jestem zdrów i dzielny. W dniu moich Imienin wróciłem (sam) do Dachau. Tutaj jest duża i tania kantyna, w której można wszystko za 20 Marek miesięcznie kupić. Pisz listy tylko po niemiecku i nie zapominaj nowego adresu i nowego numeru 14.572, ale zwróć też uwagę na drukowane uwagi na każdym liście na początku listu. To samo musi być dopełnione przy przesyłkach pieniężnych. Rodzice też mogą coś napisać. Napisz mi dużo, co robią dzieci. Jak wasze zdrowie? Ja myślę stale o was. Idź często z dziećmi do wujka Kopijasza, wtedy będę o was i o mnie spokojny. Czyś Ty z Gusen mój list dostała? Zrób tak, jak Ci w tym liście poleciłem. Daj mi natychmiast odpowiedź – gdyż dotąd nie otrzymałem od Ciebie żadnego listu. Jak stoi sprawa pieniężna, o której Ci w ostatnim liście pisałem. Wierzę w Twoją przedsiębiorczość i troskę o dzieci i o mnie!

Czy pomaga Ci Twój brat Józef? Mógłby też i o mnie pamiętać. Czy otrzymujesz z Gniezna lub Arbeitsamtu zapomogę pieniężną? Jak wiele? Czy Matka była przesłuchiwana sądownie? Jak zakończyła się ta sprawa? Matka mogłaby być tak dobra i Tobie pomóc. Moje rzeczy, które znajdują się w moim biurku możesz sprzedać. Czy jest siostra Kazimiera w domu? Cała nadzieja moja w dzieciach i w Tobie Kochana Marysiu.

Ja całuję Cię serdecznie. Twój Marian

brat Józef – Kraków, dr J.Gasiński

Strony: 1 2 3 4 5 6 7

Gusen

Listów z Dachau za pierwszym razem (od 24.IV.1940 – 27.VII.1940) nie pisaliśmy. List z Gusen z dnia 28.VII.1940 jest pierwszym listem z obozu.

Gusen, 28.07.1940
Główka Marian 3.VIII.1908,
nr 6638, blok 11, izba 17
Gusen, dnia 28.VII 1940

Sercem ukochana Żono, Dzieci i Teściowo!
Donoszę Ci, że jestem zdrowy i dobrze się czuję. Przy następnym pisaniu musisz droga Żono pamiętać by pisać po niemiecku a nie po polsku. Dostałem wiadomość, że nadszedł do mnie list pisany po polsku, ale zwrócono. Dlatego następny list pisz w języku niemieckim. Jeden list miesięcznie możesz do mnie pisać a ja do Ciebie też jeden list. Proszę Cię, nie przysyłaj mnie nic, bo nic nie potrzebuję – znaczków pocztowych też nie przysyłaj. Droga Żono – donieś mi – czy wszyscy są zdrowi i jak się dzieci mają. Czy ten mały Andrzej je już sam? Co robią moi Rodzice i Siostra Kazimiera – czy oni w domu są? Piszą oni do Ciebie?

Dla Krysi przesyłam moje życzenia szczęścia na imieniny. Czy Alexander chodzi do ogródka dziecięcego? Jak jest z Twoimi sprawami pieniężnymi. Gdy Ci ciężko, to idź do wujka Kopijasza z dziećmi o pomoc proś. Wtedy o was i o mnie będę spokojny. Gdy masz dużo czasu, to idź do siostry Staszka i dowiedz się o sprawy pieniężne, których ja przed swoim wyjazdem nie mogłem załatwić. Dajcie sobie trudu o ile wam czas pozwoli – aby pieniądze zdobyć. Rady udzieli wam Franz Ponury, Hanusia Skółka lub Józef Muller. Mój adres daj też moim Rodzicom i poucz ich jak mają pisać listy.

Jak długo był Ludwig u Ciebie?

Serdeczne pozdrowienie i tysiące ucałowań przesyłam Tobie Kochana Żono, dzieci i Teściowo oraz moim Rodzicom. Twój Marian.

Objaśnienia do listu 1
Onkel Kopiasz – wuj Kopijasz = ks. proboszcz Kopijasz
Siostra Staszka
Franz Ponury
Hanusia Skółka
Józef Muller
Ludwik – Ludwik Spendel – z Rybnika Krasny, który przechowywał się u żony i był przy moim aresztowaniu. Oficer aresztujący mnie powiedział: co ty jako Niemiec robisz u Polaka (po przejrzeniu jego papierów)
„Idź do ks. Kopijasza” to znaczy odwiedzaj często Kościół

Ta kartka pocztowa uratowała mi życie.

Była zima 1940 r. Po przyjściu z pracy na blok blokowy rozrzucił kilkanaście jakichś drukowanych karteczek. Kilku więźniów złapało.

Jeden kolega z tego oczywiście blokowy w rozmowie ze mną był skłonny dać mi tę kartkę za 3 porcje chleba. Zgodziłem się. Ale mnie nie chodziło o tę paczkę żywnościową, ja dopisałem między wierszami ołówkiem: schicke sofort warmes Hemd, Pullover, Unterhose usw. Czyli przyślij mi zaraz ciepłą bieliznę, kalesony, sweter itp. Cenzor nie zauważył tego dopisku. Było już po świętach Bożego Narodzenia gdy zostałem zawezwany do blokowego. Pokazuje mi dwa pakunki: was ist das? Odpowiadam, że nie wiem. A wiesz, że tak dużej paczki odebrać nie wolno? Oczywiście wiem.

Zabieraj sobie tą dużą a tę małą (żywnościową) zabieram. Zgodziłem się z radością. Miałem tę bieliznę całą zimę 1940/41. Uszyta była z ciemnej (na kartki niemieckie) flaneli. Uszyła wszystko siostra Kazia. Pulowery były zeszyte dwa razem, były kalesony, koszula pończochy, pas na nerki i kominiarka.

Gdy zrobiło się ciepło zdjąłem i schowałem między betony. Ale ktoś wypatrzył i zabrał je. Ale najcięższą zimę przetrwałem!

Na następnej stronie włączona jest owa szczęśliwa pocztówka, która kosztowała 3 porcje chleba czyli przez 3 dni byłem piekielnie głodny.

O moich listach

W listach z obozu nie wolno było pisać o obozie. Zasadniczo, każdy list musiał rozpoczynać się słowami: „Jestem zdrów i czuję się dobrze”

Nawet wtedy, gdy leżało się w „szpitalu” obozowym.

Dlatego listy wszystkie przepełnione są pytaniami o dom, o rodzinę! A o sobie w ogóle nic, lub bardzo mało. I to zazwyczaj o sobie wtedy mogłem napisać, gdy „podszyłem” się pod „Maciusia”. Moja matka za swoich młodych lat wołała na mnie „Maciuś”.

Gdy tylko zorientowałem się, że w domu rozumieją to przybrane imię, zacząłem pisać o „Maciusiu”, ale ostrożność była nakazana, bo cenzorzy listów to przecież nie najgłupsi Niemcy.

Często w listach wspominany Onkel Kopijasz – to ksiądz proboszcz ze Straconki. Wspominałem go wtedy, gdy było ze mną źle, gdy chorowałem lub wycieńczony byłem i leczyłem się z „wykończenia”

Znaczyło to wtedy, aby rodzina modliła się za mnie.

Dnia 13.10.1944 załadowano do pociągu towarowego i wywieziono przez Opole do nowego obozu Gross Rosen, do którego przyjechałem15.10.1944.

Listy z Auschwitz –

pocztówka 23.XII.1940

listy:

1941 rok

12.I.1941, 26.I.1941, 09.II.1941, 23.II.1941, 09.III.1941, 23.III.1941, 05.IV.1941, 27.IV.1941, 25.V.1941, 06.VII.1941, 20.VII.1941, 22.VII.1941, 17.VIII.1941, 31.VIII.1941, 21.IX.1941, 05.X.1941, 26.X.1941, 09.XI.1941, 23.XI.1941, 07.XII.1941

1942 rok

1.I.1942, 10.I.1942 , 1.III.1942, 15.II.1942, 22.II.1942, 20.V.1941 , 5.VII.1942, 6.IX.1942, 18.X.1942, 15.XI.1942, 29.XI.1942

1943 rok

18.VII.1943, 8.VII.1943, 11.XII.1943, 21.XI.1943, 7.XI.1943, 17.X.1943, 3.X.1943, 12.IX.1943, 22.VII.1943, 4.VII.1943, 31.I.1943, 14.II.1943, 1.III.1943, 13.III.1943, 9V.1943, 30.V.1943, 20.VI.194

1944 rok

11.1.1944, 23.I.1944, 6.II.1944, 5.III.1944,

19.III.1944 – z pisanką wielkanocną,

9.IV.1944, 22.IV.1944, 14.V.1944, 28.V.1944, 11.VI.1944,

25.VI.1944 – z rys. jaskółki niosącej list,

30.VII.1944 – z rysunkiem „13 lat” (małżeństwa),

13.VIII.1944,

10.IX.1944- z rysunkiem 3 osobowej rodziny oczekującej na list niesiony przez jaskółkę,

24.IX.1944, 8.X.1944, 13.X.1944, 13.X.1944

Ankieta z XI 1974 r

1 a). Nie mogę znieść piżamy w pasy niebiesko-białe. Żona przyniosła mi do szpitala, lecz nie przyjąłem – krzyknąłem tylko: „obóz”. O filmie „Artur Beckert” pisałem w poprzedniej ankiecie. Nie mogłem patrzeć na przeprowadzanie śledztwa w sposób, jaki pokazano na filmie. Wszystko wtedy „zmartwychwstaje”, następują skojarzenia i noc bezsenna lub potworna i koszmarna. Nawet wtedy, kiedy sprawcy okrucieństwa ponoszą karę – nie uspokaja mnie – i nauczony doświadczeniami poprzednio oglądanych filmów wolę radykalnie przerwać lub wyjść i zrezygnować z oglądania.

1 b). Pisałem w poprzedniej ankiecie – oglądanie nawet małej części filmu takiego rodzaju przywołuje nocne widziadła i sny. Robię wszystko, aby nie być zaskoczonym tego rodzaju obrazami, a jednak tak hermetycznie zamknąć się nie mogę i chyba to jest niemożliwe.

Gdy spotykam byłych więźniów, którzy po 3 czy 6 miesiącach byli zwolnieni z obozu i bardzo chętnie ze mną chcą mówić na temat „okrutnych przeżyć”, jakich doznali w obozie. I gdy kieruję rozmowę na inne tematy, a oni wracają do swoich trzymiesięcznych przeżyć – przerywam kategorycznie rozmowę, odchodzę. Oczywiście znów przybywa wróg nowy. Znam tych „swoich” kolegów więźniów i omijam ich z daleka. I oni wywołują nie lęk, nie obawę przed czymś, ale rodzi się we mnie żal, że mieli psiakrew szczęście – bo tych wszystkich psiakrew „kupiły” żony Niemki. I oni dostali ciepłe posadki, sklepiki itp. „boć byli w obozie”. I tacy najwięcej o okrucieństwach obozowych rozprawiają.

Albo taki argument: wie Pan, najgorsze to były te pierwsze 3 miesiące (kiedy oni byli…) a potem się Pan „przyzwyczaił” i jakoś przetrzymał – prawda?. To mnie doprowadza do szału i w tej chwili, gdy to piszę nie mogę spokojnie znieść. I spotykaj się z byłymi więźniami!

Przypomina mi się taki fakt. Z uwagi na stan mojego serca lekarze zalecają nie denerwować się, unikać okazji do zdenerwowania – a raz wszedłem do składu papieru po zeszyt nutowy dla córki, a że nie było, doszło do wymiany zdań i odwiezienia mnie karetką do szpitala. Ja pracuję, wyraźnie pracuję nad tym, aby unikać tego wszystkiego co irytuje, co wywołuje obrazy, o których chcę zapomnieć – a tu im krócej ktoś był w obozie, tym więcej ma do opowiadania. Ja nie mogę tej ankiety poważnie i rzeczowo napisać.

Strony: 1 2 3

Ankieta z X 1974 r.

Darowanie winy
Winy nie daruję z żadnych pobudek. Nie znajduję żadnych przesłanek, bodajże najmniejszych, abym „darował” winy. Nie rozumiem słowa „przebaczam” użytego w ankiecie. Nikt nie pytał się mnie dotąd czy im daruję. Zresztą na co im to przebaczenie? Nie jestem mściwy (gdy jestem chory), ale nie byłem mściwy kiedy byłem młody i zdrowy i po powrocie z obozu mogłem odnaleźć na Górnym Śląsku tego, który był w stosunku do mnie mściwy i szukał okazji, aby mnie znaleźć i wsadzić. Wróciłem z obozu, powinienem pojechać tam i odszukać go i ew. rozprawić się z nim. Ale:
byłem radosny, że żyję i wróciłem z obozu,
„wpadłem” w tok pracy, że na poszukiwanie nie było czasu,
byłem za leniwy, aby ścigać jakiegoś Szwaba.

I choć stale pamiętam o nim jakoś nie szukam go. I dalej jestem zadowolony, że żyję. A Niemcy jako całość? Nic im z mego przebaczenia nie przyjdzie. Ale pamiętać muszę, bo to jest niezależne ode mnie. Siedzi to we mnie (ta pamięć) i tysiące okoliczności przypomina mi ich teutońską furię nienawiści do Polaków. Nie wierzę, aby kiedykolwiek lub przynajmniej za jedno czy dwa pokolenia, mieli się zmienić.

Jestem przekonany (i to głęboko), że Oni są inni, bo tam siedzą radzieccy żołnierze. Gdyby się usunęli nastąpiłby wnet „Anschluss”. Znam ich dobrze. Widziałem ich od dziecka i wiem, że uwierzyli w „swe” posłannictwo Herrenvolku. Nie mogę odgrzebać w swej pamięci Niemca, aby był robotnikiem czy ulice zamiatał itp. Oni byli „Panami” z cygarem w zębach, w meloniku na łbie i ze złotym zegarkiem na brzuchu. Dobrze im było przez 150 lat! Hitler spełnił marzenia nawet największych gnojków i uczynił ich „panami” życia i śmierci. „Ciągotki” pozostały i długo, długo jeszcze będą tkwiły. To bardzo proste i „ludzkie” – każdy woli być „kimś” niż niczym. Stąd, mimo że nie czuję nienawiści, ale wszystko mi przypomina.

Ot. Był w telewizji film pt. „Artur Becker”. Gdy zobaczyłem ich korporanckie czapeczki, szabelki, gęby kwadratowe i ślepia wyłupiaste widziałem protoplastów zbójów z Oświęcimia. Wprawdzie byli w filmie szlachetni Niemcy, bojownicy o wolność i swobodę, ale byli w mniejszości i zawsze bici przez tamtych. Przerywałem kilkakrotnie, bo „szło” to za mną, a po drodze ożywały mary z Oświęcimia. Słyszę w radio naukę języka niemieckiego – zamykam. Słyszę piosenki – zamykam. Jestem u syna w Gliwicach lub w Zabrzu. Słyszę w restauracjach bełkot niemiecki – głośno i ostentacyjnie. Idę ulicami tych miast – wciąż szwargot niemiecki.

Strony: 1 2 3 4

Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

Mój stan psycho – fizyczny
Fizycznie byłem słaby. Żadnego umięśnienia. Tłuszczu też nie było wiele. W domu rodzicielskim nie pracowałem ciężko; stąd o rozwijaniu tężyzny fizycznej nie było mowy. Dużo nauki, a ze sportu to siatkówka lub piłka nożna. Komisja lekarska przy poborze orzekła – „klatka piersiowa płaska”. Oczy słabe, a później doszły okulary, które stały się w obozie moją prawdziwą zmorą. Co natomiast wyniosłem z domu, z internatu szkolnego, drużyny harcerskiej to to, że potrafiłem jeść potrawy w różny sposób przygotowane. To nie czynnik bagatelny w przeżywaniu obozu. Był w Oświęcimiu taki okres podłego gotowania obiadu, że bardzo wielu więźniów nie mogło po prostu przełknąć tej ohydnej zupy (zwłaszcza, kiedy w kuchni obozowej zatrudniono żydówki). Bardzo wielu więźniów wymieniało te zupy na papierosy. U wielu nie pomogły perswazje. Oni nie mogli tej zupy przełknąć. W ślad za niektórymi więźniami lewą ręką zatykałem nos, aby nie czuć tego ohydnego smrodu, zamykałem oczy, a prawą ręką podawałem łyżką zupę. Ten okres był wystarczająco długi, by wielu więźniów wycieńczyło się bez reszty.

Trzymałem się niezłomnie zasady, że to co dostaję do jedzenia nie może być przedmiotem wymiany na papierosy. Jedzenie wymieniałem tylko wtedy, gdy „zorganizowałem” dodatkowe jedzenie i wtedy część tej zorganizowanej strawy wymieniałem na papierosy. Tej zasady trzymałem się twardo przez wszystkie lata obozu.

Pamiętam, jak w kwietniu 1940 r. po zarejestrowaniu, myciu itp. nowy transport więźniów poszedł około 17-tej na blok (Dachau) i tam dostaliśmy kolację, a właściwie zaległy obiad. Była to grochówka, o dziwo na wędzonce. Ja już 3 doby nie miałem nic w ustach stąd zupa tak mi smakowała, że na zawołanie blokowego „kto chce repetę” poszedłem drugi raz z menażką. Nie zapomnę tego jak znajomi oburzali się, „że ja takie coś mogę jeść”. A później i oni bili się w ogonku o repetę. Oczywiście to nie jest najważniejszy czynnik składający się na „przeżycie obozu”. Piszę to dlatego, że ten problem wyrósł już w pierwszych godzinach pobytu w obozie. Zastanawiając się nad ankietą widzę, że ten czynnik odegrał u mnie bardzo ważną rolę. Znałem też na tyle Niemców, że skoro dostałem się w tryby ich maszyny nie prędko się z nich wydostanę. Nie robiłem sobie złudzeń, nie liczyłem na żadne rychłe wyjście z obozu ani rychłe zakończenie wojny. To mnie uchroniło przed załamaniem. Moją dewizą było: aby minutę, aby dzień przeżyć bez okaleczenia, bez bicia. Panicznie się bałem „słupka” czy to w Dachau czy w Gusen. Widziałem kolegów wracających ze słupka. Stąd np. nie nosiłem w kieszeni nawet okruszynki tytoniu, stąd w Oświęcimiu np. myłem się w grudniu i styczniu 1940/41 po pas pod pompą na placu lub kawałkami lodu znajdującego się w małych beczułkach po burakach czerwonych zakupionych w kantynie, a potem ustawianych wzdłuż ściany bloku, a po powrocie z pracy zziębnięty, mało – przemarznięty – myłem się tym lodem.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10