Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1973 r.

Piszę to dlatego, żeby podkreślić, że i w obozie – na tyle ile warunki zezwalały – spałem dobrze. Pamiętam dobrze, że kiedyś miałem sen o Hitlerze! Co tam było – tego dzisiaj nie pamiętam – ale rano opowiedziałem to kolegom i któryś powiedział krótko: uważaj, będziesz bity! Ale nie przywiązywałem do tego powiedzenia żadnego znaczenia.

Ale rzeczywiście – jechała rollwaga z ziemniakami i przechodząc obok skradłem kilka ziemniaków. Był meldunek, no i wieczorem na „Bocku” wlepiono mi ileś tam kijów. Pamiętam to, bo jakże bicia nie pamiętać – pamiętam i to, że kolega powiedział: a mówiłem Ci! Będzie bicie! Ten Hitler zawsze coś z bicia wróży! No, ale jako światły człowiek wyjaśniłem sobie krótko: bzdury, czysty przypadek i tyle.

Ale kiedyś znowu miałem sen o Hitlerze! Było to w r. 1945 w obozie Hersbruck, koło Norymbergii. Pracowaliśmy na 3 zmiany. Gdy druga zmiana (Schichte) wracała z pracy około 2 w nocy dostawaliśmy kolację: porcję chleba i litr herbaty. W nocy, do ubikacji wychodzić nie wolno było. Budyneczek ustronny stał na placu apelowym. Na bloku stała duża beczka, do której załatwiało się fizjologiczne potrzeby. Ale około 4-5 więźniowie beczkę wynosili. Mnie zachciało się pójść z moczem, a tu beczki nie ma. A pęcherz po tej herbacie nie mógł wytrzymać. A że robiło się już jasno więc wyskoczyłem do tego budyneczku! A w nim „urzędował” więzień Ivan Scheissmeister i w dosadnych słowach określił, gdzie mam się wynosić. No więc zaczynam sikać na kupę kamieni leżących opodal ustępu. Błogo mi się robi, ale kątem oka widzę ze Schreibstube wychodzącego Lagerfuehrera z wilczurem. I w tym momencie wyskoczył mi sen z nocy! Przecież śnił mi się Hitler! Idę naprzeciw Lagerfuehrera, zdejmuję czapkę i melduję: sikałem bo Ivan nie chce mi otworzyć ustępu, a ja wróciłem o 2 w nocy z pracy. Mówi: Kom mit! I idziemy do Schreibstube. Ta, stoi już „Bock”. Pada rozkaz „Hinlegen”? Kładę się, ale wołam: „Ich bin unschuldig”. Za ladą (czy stołem) stały 2 starsze Niemki (w czerni). Pokazują mi, abym milczał (niby z dobroci) a Lagerfuehrer wali 5 sztuk, robi przerwę a ja wołam: „Ich bin unschuldig”. Więc aplikuje dalszych 5 sztuk, a ja znów: „Ich bin unschuldig”. Te panie składają ręce, kładą palce na ustach a ja wołam: „Ich bin unschuldig”. I tak wlepił mi 25 batów! Ja sam potem dziwiłem się mej „odwadze”, ale dla zrozumienia mego „bohaterstwa” wyjaśniam, że ja w ogóle nie reflektowałem nigdy na bohatera! Wiedziałem, że jestem „miękki” i pod wpływem bólu fizycznego mogę się załamać.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9