Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1973 r.

Ale tu było trochę inaczej: Lagerfuehrer był drobnej postawy, chuderlawy (jak Fritsch w Oświęcimiu) a jak szykowałem się już od kilku dni do „wyjścia” z obozu, bo ci bandyci Amerykanie zajmowali Norymbergę i kolega z Effektenkammer dał mi 3 kalesony, 3 koszule, pończochy ciepłe itd. Więc to było „podłożem” mego „bohaterstwa”. No, ale zadek miałem siny, ale nie pokrwawiony tak, że gdy za dzień czy dwa wyprowadzono nas na 21-dniową tułaczkę – zadek nie doskwierał. Oczywiście, że kładąc się na „Bock” byłem „zacięty” na Niemców i to jakoś nakazywało mi wbrew rozumowi krzyczeć: „Ich bin unschuldig!”

A potem i w drodze 21-dniowej do Dachau często przypominał mi się sen o Hitlerze i dupobiciu. Czyżby ten kolega z Oświęcimia sprzed 2 czy 3 laty miał rację? Nigdy w „prorocze” sny nie wierzyłem i nie wierzę! Ale coś z tym Hitlerem nie mogę sobie „wyklarować”. Czyżby jednak „coś” było?

O wróżeniu
Nie pamiętam w którym to roku było, ale było to w Oświęcimiu. Niedziela. Siedzę sobie po południu na stosie cegieł (gdzie potem stanął blok 17) i odrobina po odrobinie żuję swoją porcję chleba. Zbliża się do mnie jakiś więzień. Nie znałem go ani dotąd ani potem. Zaczął błagać o „sznytkę” chleba. A ja tu sam jestem głodny. A ten błaga i błaga. Wreszcie mówi: umiem wróżyć z ręki. Dasz mi skibkę chleba to powróżę. Ażeby się odczepić daję wreszcie skibkę chleba a ten z mojej ręki mówi: kolega przeżyje obóz, ale na wolność wyjdzie nie stąd, ale gdzieś z daleka, gdzieś na południu będzie wolność.

Powiedziałem coś do słuchu i odczepił się po otrzymaniu „zapłaty”. I całe to zdarzenie zeszło gdzieś w podświadomość tak, że prawie zapomniałem.

Ale „wyskoczyło”, gdy zbliżaliśmy się do Dachau. I to w najbardziej dramatycznym momencie, bo to był chyba 19-20 dzień naszej wędrówki. Koledzy, którzy szli obok mnie w mojej piątce mówią: Marian, nie dojdziesz. Nogi Ci się plączą, a oczy masz okrągłe. Był to nieomylny znak „kończenia się”. Nastąpiła „przerwa obiadowa” tzw. Mittagspause ohne Mittag”. Wszyscy legli na trawę zmęczeni, a raczej umordowani długą wędrówką, głodem i pragnieniem. I ja wtedy przypomniałem sobie to wróżenie. Będziesz wolny na południu, a Dachau to Alpy, to południe. Nie kładłem się na murawie, lecz na kolanach po łące ze scyzorykiem w ręku wycinałem szczaw i mlecz (Francuzi w Oświęcimiu jedli mlecz). Załadowałem 2 „złodziejskie” (głębokie) kieszenie. „Antreten”. Idziemy dalej. Wyciągam garść szczawiu i garść mlecza i żuję jak krowa. Żułem tak do wieczora, ale „walczyłem”, by być wolnym na „południu”. I tam w Dachau oswobodzony zostałem przez Amerykanów. Czyżby też przypadek?

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9