Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1973 r.

Przeczucie
Jak już pisałem – nie wierzę w sny, nie wierzę we wróżby, nie wierzę tym więcej w „przeczucia”. Ale co to było? Zaraz opiszę.

Było to w Oświęcimiu. Rok – nie pamiętam – ale chyba 1941, lub wiosna 1942. Na tzw. Birkenweg w obozie, za blokami gdzie rosły brzozy i trawniki były w niedziele, po południu, po pracy tworzą się grupki więźniów, którzy tą aleją spacerowali. Ja najczęściej (ale z innymi też) spacerowałem ze Stefkiem Jachną, inżynierem kopalni Charlotte i Rymer (Rybnik). On szukał mego towarzystwa, bo umiałem słuchać jego narzekań: a to, że zostawił żonę swoją nie przygotowaną do samodzielności, to znów, że stąd nie wyjdziemy. Popatrz Marian – te budki. I tak w kółko! Te narzekania i stwierdzanie naszej beznadziejności. Należało, że tak to nazwę „do dobrego tonu obozowego”. Nie narzekać, nie patrzeć czarno – to było źle widziane. Taki człowiek był „zimny”, bez serca itd.

No i ja też – spacerując tak ze Stefkiem narzekałem na wspólny los, na beznadziejność naszego losu. Ale, tu chcę podkreślić, kiedy wymawiałem te biadolenia – na plecach („na krzyżu”) coś mi mówiło: wyjdziesz, wyjdziesz. To powtarzało się kilka razy. Nie brałem tego na serio i nie przywiązywałem żadnego absolutne znaczenia, ale „po krzyżu” coś mi mówiło: wyjdziesz, wyjdziesz! Ale w natłoku innych wrażeń i te „przeczucia” gdzieś się zapodziały a jedynie czasami, zupełnie niespodziewanie, bez żadnego powiązania przychodziło mi na myśl.

Często modląc się na apelu przypominało mi się owe „przeczucie” na brzozowej alejce. I dziwne – ani później, ani gdzie indziej – nie czułem tego „na plecach”, tylko w rozmowie ze Stefkiem Jachną.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9