Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1973 r.

Ucieczka z obozu
Tego już nie rozumiem! Bo będąc w obozie nigdy nawet w myślach nie uciekałem. Jeden znajomy (kapo kosiarzy) zaproponował mi pracę u siebie – była wyżerka i okazja do ucieczki. Nic z tego. Nie poszedłem na tą koncepcję. Dlaczego? Po prostu Straconka leży o godzinę (autem) drogi do Oświęcimia i w wypadku mojej ucieczki cała rodzina stałaby „z napisami” na zbiegu ulic obozowych.

Nie, to nie było dla mnie. Zresztą widziałem bezsensowność ucieczek – skoro najczęściej zmasakrowanych przyprowadzano z powrotem. A właśnie sny o ucieczce z obozu powtarzają się nawet dość często do dzisiaj! Ale zawsze, co mnie trzyma za nogi – nie mogę uwlec nóg a tu pościg za mną tuż tuż – już widzę twarz Niemca i własny krzyk budzi mnie często mokrego od potu.

To jest mniej więcej osnowa tych snów. Ucieczka, ale nogi jakby do ciężaru jakiegoś uwiązane – uciekam, ale nie mogę itd., itd. Są to sny bardzo przykre. Posądzałem, ze to kolacja wywołuje takie sny. Ale od 2 lat jadam o godz. 16-17 i to bardzo lekką – a sny o ucieczce powtarzającej się. Gdybym próbował kiedyś ucieczki, gdybym myślał o ucieczce – ale nigdy tego nie było – a tu tyle lat po obozie sny o ucieczce. Nie, żadna twarz nie ukazuje mi się we śnie. Nawet ci którzy mnie tłukli na „koźle” gdzieś się rozpłynęli…

Cisza
Jestem sam w moim pokoju nocą. Nie mogę długo zasnąć. Boli głowa, albo samo nie przechodzi. Biorę proszki: meprobamat, ellenium, relanium czasem pomagają; często nie śpię do rana. I wtedy ta cisza. Jak ona mnie męczy! Nie przyznaję się do tego żonie, bo ona ma sen zdrowy, twardy, bo w dzień się dużo napracuje. Boję się ciszy! Kupuję zegar dzwoniący.

Nie boję się szpitala (ale go nienawidzę), bo w nocy zawsze coś się dzieje i jest z kim pogadać. W szpitalu jestem nawet wesoły, chyba że lekarz zgromi – to ze złości, że czasem się śmieją. Gdzie mam się śmiać? W domu nie, chyba do ściany – więc w szpitalu a zawsze ktoś z żartem się znajdzie.

Boję się ciszy! Naprawdę boję się! Dlaczego? Nie wiem. Lubię przebywać w miłym towarzystwie kolegów, ale tych jest coraz mniej – giną. Chodzę na spacery i nie myślę o obozie. Nie, broń Boże, modlę się za bliźnich, to mi sprawia spokój, że wypełniam obowiązek człowieczy.

Podobno modlitwa drugiego człowieka więcej znaczy niż własna za siebie. Dużo piszę listów do kolegów i znajomych i w ten sposób „rozmawiam” z ludźmi. W Straconce mam niewielu znajomych – z pozostałymi wymieniam ukłony. Mam żal, bo gdy wróciłem z obozu to takie wiejskie typy do mnie z pytaniami: czemu Pan wrócił a np. kierownik szkoły nie wrócił? (ja miałem 30 lat a on ponad 50 lat).

Wiele lat minęło, ale ta „zadra” została. Jestem sam wśród mnogości ludzi. Ale tego nauczyłem się w obozie. Być wśród masy ludzkiej a być sam!

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9