Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1974 r.

Darowanie winy
Winy nie daruję z żadnych pobudek. Nie znajduję żadnych przesłanek, bodajże najmniejszych, abym „darował” winy. Nie rozumiem słowa „przebaczam” użytego w ankiecie. Nikt nie pytał się mnie dotąd czy im daruję. Zresztą na co im to przebaczenie? Nie jestem mściwy (gdy jestem chory), ale nie byłem mściwy kiedy byłem młody i zdrowy i po powrocie z obozu mogłem odnaleźć na Górnym Śląsku tego, który był w stosunku do mnie mściwy i szukał okazji, aby mnie znaleźć i wsadzić. Wróciłem z obozu, powinienem pojechać tam i odszukać go i ew. rozprawić się z nim. Ale:
byłem radosny, że żyję i wróciłem z obozu,
„wpadłem” w tok pracy, że na poszukiwanie nie było czasu,
byłem za leniwy, aby ścigać jakiegoś Szwaba.

I choć stale pamiętam o nim jakoś nie szukam go. I dalej jestem zadowolony, że żyję. A Niemcy jako całość? Nic im z mego przebaczenia nie przyjdzie. Ale pamiętać muszę, bo to jest niezależne ode mnie. Siedzi to we mnie (ta pamięć) i tysiące okoliczności przypomina mi ich teutońską furię nienawiści do Polaków. Nie wierzę, aby kiedykolwiek lub przynajmniej za jedno czy dwa pokolenia, mieli się zmienić.

Jestem przekonany (i to głęboko), że Oni są inni, bo tam siedzą radzieccy żołnierze. Gdyby się usunęli nastąpiłby wnet „Anschluss”. Znam ich dobrze. Widziałem ich od dziecka i wiem, że uwierzyli w „swe” posłannictwo Herrenvolku. Nie mogę odgrzebać w swej pamięci Niemca, aby był robotnikiem czy ulice zamiatał itp. Oni byli „Panami” z cygarem w zębach, w meloniku na łbie i ze złotym zegarkiem na brzuchu. Dobrze im było przez 150 lat! Hitler spełnił marzenia nawet największych gnojków i uczynił ich „panami” życia i śmierci. „Ciągotki” pozostały i długo, długo jeszcze będą tkwiły. To bardzo proste i „ludzkie” – każdy woli być „kimś” niż niczym. Stąd, mimo że nie czuję nienawiści, ale wszystko mi przypomina.

Ot. Był w telewizji film pt. „Artur Becker”. Gdy zobaczyłem ich korporanckie czapeczki, szabelki, gęby kwadratowe i ślepia wyłupiaste widziałem protoplastów zbójów z Oświęcimia. Wprawdzie byli w filmie szlachetni Niemcy, bojownicy o wolność i swobodę, ale byli w mniejszości i zawsze bici przez tamtych. Przerywałem kilkakrotnie, bo „szło” to za mną, a po drodze ożywały mary z Oświęcimia. Słyszę w radio naukę języka niemieckiego – zamykam. Słyszę piosenki – zamykam. Jestem u syna w Gliwicach lub w Zabrzu. Słyszę w restauracjach bełkot niemiecki – głośno i ostentacyjnie. Idę ulicami tych miast – wciąż szwargot niemiecki.

Strony: 1 2 3 4