Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1974 r.

W Bielsku słyszę przytłumioną rozmowę w Delikatesach. Co mam robić? Odchodzę, bo oprócz „normalnego” chorego pojawia się nowe ukłucie. Nie mogę słuchać. Wychodzę. Parę lat temu byłem w Poznaniu i widziałem grupę Niemców w mundurach (chyba wojskowych NRD). Oglądali ratusz. Czyżby żałowali, że nie zniszczyli go z kretesem? Od tego są władze państwowe – widzą kogo wpuszczają do kraju, ale mnie wolno mieć pogardę i nigdy nie przemówiłbym ani jednym słowem w ich języku.

Odwiedzają mnie koledzy obozowi. Bardzo ich lubię, ale w toku rozmowy „wyskakuje” ktoś i popisuje się mową niemiecką. Chwali się, że w obozie rozmawiał z tym a tym oficerem i przytacza po niemiecku swoją z nim rozmowę. Bo ja wiem? Dużo daje mi to do myślenia, ale usiłuję zrozumieć wszystko. Boli to jednak. Boli i to, że były więzień „popisuje” się znajomością języka niemieckiego i znajomością z jakimś tam oficerem w obozie.

O „obłaskawianiu” SS
Moim szefem przez kilka miesięcy był unterscharfuhrer Gote. Dawniej nazywał się Niewrzoł i pochodził z Rudy Śląskiej. Gdy wstąpił do SS zmienił nazwisko na Gote (może Goethe). Wołał wprost ode mnie jedzenie, ale wiedział wpierw, że mam paczkę. Wiedział od swego kolegi unterscharfuhrera Voita. Dawałem mu, aby mieć spokój. Ale on wołał „Wurst” i wtedy napisałem do domu, aby przysyłali mi suchy chleb, cebulę i czosnek. I miałem wprawdzie spokój, ale zachęcał mnie abym coś „zorganizował”, choćby z rzeźni. A ja nie miałem nawet najmniejszych kontaktów z rzeźnią. Gdy był zbyt natarczywy przeniosłem się do „instalatorów”. Tu widziałem na własne oczy jak koledzy używają Rottenfuehrera Edwarda Lubusza z Bielska do przeróżnych transakcji. Żal mi było i zwróciłem się (po polsku) do niego – „Pan Szef z Bielska a dla mnie nic Pan dotąd nie uczynił”. No i nastąpiła umowa, że w najbliższą niedzielę będzie u mojej żony i odda list Po 2 czy 3 niedzielach wreszcie przyniósł odpowiedź. Ucieszyłem się bardzo, że taki „uczynny”. Dopiero po powrocie do domu dowiedziałem się, że oddając mój list żonie wymógł na mojej żonie, aby zrobiła jego żonie suknię na szydełku, komplecik na roczek dziecka i jeszcze coś. W sumie żona pracowała 3 miesiące, a żyła przecież z robienia skarpetek…

Strony: 1 2 3 4