Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Ankieta z X 1974 r.

Czyli byli „ludzcy”?
Taki obrazek. Często szef mój pytał się (rok 1943) za co mnie aresztowano? Gdy mu powiedziałem, że nie wiem zapytał się „jaki twój zawód?”. Oczywiście skłamałem – „Kaufmannangestelte” czyli pracownik handlu. Kiwał głową, nie rozumiał tego. Ale gdzieś w 1944 r. Herr Mulle znowu spytał o to samo. Wtedy powiedziałem, że mój zawód to nauczyciel. „Ach so, das stimmt. Alles gut”. Pytam się „co gut”? „Ja, der Fuehrher hat recht”. Tacy należą do obozu. Zmartwiłem się, bo dobrze sądziłem o „moim wiedeńczyku”. No i tak, nawet wiedeńczyk „nie sprawdził się”

Nie być zgnojonym
Przyznam się szczerze do jednego: nie chciałem być zgnojonym w obozie. Marzyłem, a raczej popadałem w jakąś obsesję – aby jeśli zginąć to 1 na 1. To znaczy, jeśli ja zginę to żeby choć jednego SS-Manna zabić. To mnie prześladowało. Oczywiście w obozie o zdobyciu środka do zabicia nie było mowy. Zminimalizowałem swoją nienawiść do tego aby ginąc przynajmniej plunąć w ten chamski pysk. Ale i to się rozwiało, bo na tyfusie byłem tak słaby, że i na plunięcie nie było sił. Uprzytomniłem sobie to po wyjściu z bloku 20 i byłem załamany psychicznie. Uświadomiłem sobie całą swoją bezsiłę, całą beznadziejność sytuacji i nie wiem jakby potoczyły się moje losy dalej gdyby nie Jurek Ptakowski. Temu to zwierzyłem się z moich pragnień. I wytłumaczył mi i obronił przed załamaniem. To nie była nienawiść do SS – tyle chciałem mieć satysfakcji za mój koniec!

Strony: 1 2 3 4