Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

Wykonywałem te polecenia aby nie „podpaść” i nie być bitym. Tak samo zmęczonym po pracy, wyczerpanym kładło się na siennik, uprzednio jednak w lodowatej wodzie należało umyć nogi, aby w wypadku kontroli SS-Manna nie być bitym za brudne nogi. Równolegle z taką postawą szła druga: gdziekolwiek i jakkolwiek mogłem uszczknąć chociażby odrobinkę wysiłku itp. robiłem to przez wszystkie lata obozu. Nie szedłem na „duże zyski”, zadowalałem się małymi. Np. w Gusen, w kamieniołomach kilkuset więźniów ustawionych było na całej długości (wysokości) góry rzędami. Rząd górny rzucał łopatą ziemię w dół a ten rząd przerzucał w dół do następnego. SS-Mannów przy tym nie było. Stali sobie u podnóża góry. Z tego faktu skorzystali więźniowie i przestali pracować łopatą. Zapomnieli, że SS-Manni obserwują nas przez lornetki. Gdy ktoś przestał łopatą pracować zamarkował sobie Niemiec, podszedł na górę i zaczął okładać tego więźnia. Inni stosowali jeszcze inny sposób „odpoczynku” – machali bez przerwy łopatami, ale pustymi. To był zysk „więźniarski”.

Inny przykład: gdy w Cieszynie przesłuchiwano nas to na „wyrywki” Niemcy brali więźnia – tzn. kazano więźniowi podejść do słupa podpierającego dach (aby więźnia w dogodnej dla Niemca chwili uderzyć głową o ten słup). Kazano wykonać np. 150 przysiadów tak jak byliśmy ubrani zimowo (z domu jeszcze). Przy początkowych przysiadach patrzeli i biczem „korygowali” postawę. Kazano liczyć głośno.

Gdy na mnie padła kolej wiedziałem zaraz, że nie wytrzymam tyle przysiadów wykonać w zimowym płaszczu, w swetrze itd. Stąd pierwsze przysiady wykonałem „bez zarzutu” licząc głośno. Kątem oka zobaczyłem, że Niemiec minął mnie – ja liczyłem rytmicznie dalej a przysiadów nie wykonywałem, choć byłem w „postawie przysiadów”. „Utargowałem” ileś tam przysiadów. Ale to był mój „zysk”. Potem w Oświęcimiu słyszałem od samego Niemca „Pracuj oczyma”, aha to znaczy nie daj się złapać na „odpoczynku”, oglądaj się, aby cię z tyłu nie nadszedł Niemiec.

Inny przykład: wymyślono w Oświęcimiu po kolacji śpiewanie piosenek niemieckich. Aby jeszcze bardziej umęczyć! Oczywiście takie głośne śpiewanie przez godzinę i więcej też męczyło każdego. Gdy można było otwierało się usta a głosu nie wydobywało. To był też zysk.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10