Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

Język
Znajomość języka niemieckiego ułatwiała mi przetrwanie obozu. Znałem język niemiecki na tyle, by zrozumieć ich mowę, ale za mało by dostać się do Schreibstube – zresztą nie umiałem pisać na maszynie. Język niemiecki uchronił mnie przed wieloma kopnięciami czy uderzeniami. W czasie apelu np. Blockfuehrer woła: ten środkowy cofnąć się. Ten jednakże nie rozumie. Podchodzi doń SS-Mann i bije po twarzy czy kopie gdzie popadnie. Takich wypadków uniknąłem. Na bramie obozowej umiałem poprawnie „zameldować się”, a inni, np. z lubelskiego, przekręcali słowa meldunku, więc byli bici. Znajomość języka niemieckiego nie była jednak na tyle dobra, by dostać lepsze Kommando, ale była na tyle, że pozwoliła mi uniknąć wielu uderzeń.

Zawód
Zawód mój nie był w obozie potrzebny. Nic nie dawał. Mogłem zostać np. malarzem liternikiem (Schriftmaler), ale za słabo miałem opanowany ten kunszt. Zawód nauczycielski był mi utrudnieniem, ale w gronie kolegów pracy powodował jednak nieco inne traktowanie np. inżynier Łachecki zgodził się wcielić mnie do Kommanda instalatorów chociaż nic nie umiałem w tym zakresie.

Staż obozowy
Trzeba też dodać, że „staż” obozowy też wpływał dodatnio i ułatwiał mi przetrwanie obozu. „Stary numer” więźnia był nawet względnie traktowany przez SS-Mannów. Stary numer to miał szacunek wśród więźniów.
Przykład: gdy leżałem na bloku 20 na tyfusie i gdy rano z Xawerym Dunikowskim zgłosiliśmy się przy wyjściu z bloku 20, gdzie stał Schreiber ten wpierw zaśmiał się z nas, że tacy słabi i nie mogący się utrzymać na nogach chcą wyjść na Lager, ale potem, gdy spojrzał na numery Dunikowskiego i moje powiedział krótko: uciekajcie, uciekajcie.

Tu muszę wrócić do języka niemieckiego. Gdy leżałem na trzeciej pryczy i w chwili przytomności zasłyszałem prowadzoną w języku niemieckim rozmowę, że „jutro będzie odwszenie bloku” – powiedziałem to Dunikowskiemu i stąd nasze uniknięcie wywózki do krematorium, które miało miejsce parę godzin po naszym wyjściu.

Tak więc znajomość języka niemieckiego pomogła mi zrozumieć zbliżające się niebezpieczeństwo, a stary numer ułatwił wypuszczenie nas przez Schreibera na obóz. Dr. Kłodziński szuka po gazetach: „gdzie jest człowiek?”. Człowiekiem był na pewno ten Schreiber, który chwiejących się na nogach Dunikowskiego i mnie wypuścił na Lager.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10