Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

„Szczęście” w obozie
Był rok 1945, kwiecień. Przyszliśmy z Hersbruck do Dachau na kwarantannę czyli bloki jeszcze dodatkowo ogrodzone. Nam przybyłym nie dano ani bielizny, ani ubrania, a poprzez druty kolczaste widzieliśmy jak pozostali Dachauowcy gotują się do „wyjścia”. Już 3-krotnie był alarm, już trzy razy więźniowie tamci wychodzili.

A miałem z dawnych lat kolegów w Dachau. Należało „tylko” wyjść nago za blok kwarantanny. Za chleb pilnujący bramy więzień (Niemiec) wypuścił mnie na Lager. Byłem obok placu, gdzie stały baraki z cywilną odzieżą. Całe grupki więźniów stały i patrzyły jak za szybami baraku widać było „kostki” z cywilnymi ubraniami.
Wołam: czego czekacie? Wybić szybę i już! Wymierzyłem pięścią w kierunku okna, a tu sam komendant Weiss przykłada mi rewolwer do głowy a pies warczy…

„Co tu robisz?”. „Jestem nagi a obóz wychodzi” – powiedziałem. „Gdy będziesz miał wyjść, to ubranie na pewno dostaniesz. Verstanden?” „Jawohl”. Rozluźnił rękę na karku i pada „Hau ab”. No to ja do ucieczki. Czy to nie szczęście? Ubiegłem ileś tam kroków, patrzę a Weiss przechodzi bramę obozową. Żal mi się zrobiło chleba danego Niemcowi, więc zawracam na plac gdzie suszy się bielizna obozowa. Plac otoczony był drutem kolczastym. Wślizgując się popod druty rozdzieram sobie tyłek (jeszcze na wolności goił się). Ubieram na siebie 3 koszule, 3 kalesony obozowe i znowu prześlizguję się popod druty. Wracam na blok i nie żal mi chleba. To szczęście – prawda?

Trochę myślenia i zaradności życiowej było koniecznością. Przykład: gdy wywieziono mnie pod Norymbergę i tam znalazł się znajomy z Oświęcimia, a był zatrudniony przy „ubieraniu więźniów”. Ten po znajomości wyszukał mi eleganckie, prawie nowe buty polskie, tzw. oficerki. Wziąłem. Chodziłem w nich do pracy, ale w obozie zobaczył je blokowy Niemiec. Obiecywał, że mi da za te buty 2 chleby, 2 margaryny i ileś tam obiadów. Ja postawiłem, jako zasadniczy warunek, inne buty. Dostałem saperki włoskie, trochę za duże, ale lekkie. Czuć było, że będziemy „wychodzili” z obozu. Stąd moja zgoda na zamianę. Po znajomości dostałem 3 pary wełnianych skarpet i chodziłem jak w puchu. Przez całe 21 dni pieszej wędrówki z Hersbruck do Norymbergii nie zdjąłem ani razu butów. A tego Niemca widziałem jak buty niósł na ramionach. Gdyby był harcerzem wiedziałby, że na długie marsze muszą być wygodne buty.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10