Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

Kartka, która uratowała mi życie
W r. 1940 gdy na bloku blokowy rozrzucił kartki z nadrukiem, że więźniowie mogą otrzymać ½ kg paczki świąteczne – ja nie chwyciłem kartki. Ale udało mi się za chleb odkupić od współtowarzysza na Sali, bo on nie pisał do nikogo. Wpadłem na pomysł, aby między wierszami ołówkiem „nadrukować” słowa: „schicke sofort, Hemd, Pullover usw.” (kartka jest w listach moich). Aż tu któregoś dnia zostaję wezwany do blokowego, który pokazuje 2 paczki: jedną małą i drugą dużą. Zabiera mi tę małą, a dużą otwartą daje. Patrzę, a tu z flaneli siostra uszyła kalesony, koszulę, zeszyła razem 2 pulowery, rękawiczki i kominiarkę. To mi umożliwiło przetrwanie ciężkiej zimy 1940/41. Gdyby nie pomysł z tą kartką to nie byłoby paczki z ciepłą bielizną i na pewno nie przetrwałbym zimy tego roku, a pracowałem w Abbruchkommando, a więc na polu przy rozbieraniu okolicznych domków.

Co mi jeszcze umożliwiło wyjście z obozu?
Byłem głodny jak każdy. Nawet po obiedzie, gdyśmy do pracy wymaszerowali, to przekraczając bramę obozową mdlałem z głodu. Nieraz koledzy ostrzegali mnie „że się chwieję” i lekko za rękawy przytrzymywali abym przekroczył bramę. Ale mimo to nie podniosłem z ziemi nadgniłego ziemniaka czy jakieś marchewki gdyśmy szli do pracy obok SS kuchni. Stąd i w Oświęcimiu nie miałem biegunki. Przestrzegałem czystości. Wpierw były to kąpiele przymusowe (ale i tych nie unikałem), a gdy nastały w Oświęcimiu znośniejsze warunki i były możliwości wymycia się na bloku pod prysznicem w łaźni, dodatkowo, ile tylko można było, korzystałem z tego. Uważam, że to też umożliwiło przetrwanie obozu.

Bielsko należało do Reichu. Stąd paczki moje były skromne, ale zawsze zawierały cebulę i czosnek (tego nie chcieli SS-Manni) a za radą Stefana Stolarzewicza zjadanie tychże było koniecznością. To nie jest bagatelny czynnik w przetrwaniu obozu.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10