Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

Dachau 1940
Wracam do roku 1940 do Dachau. Gdy Polacy zaczęli przybywać do obozu Dachau nie było dla tych ludzi „stanowisk” pracy. Stąd ja nazywam ten okres okresem rekruckim. Bo do pracy nie pędzono nas. Tylko od rana do wieczora ćwiczono nas. Mutzen ab, maszerowania, śpiewu no i czyszczenia marynarką obozową naczyń aluminiowych aż do połysku. Ilu to ludzi z Bielska narzekało: lepiej żeby dali pracować niżeli to beznadziejne maszerowanie, śpiewanie czy czyszczenie naczyń. Jakie to było słychać narzekania. A dla mnie to specjalnym ciężarem nie było. „To” jeszcze mogłem znieść, ale czekająca nas praca (blokowi Niemcy mówili) napawała mnie lękiem. Gdy wywieźli nas do kamieniołomów w Gusen zaczęli ci sami wzdychać za powrotem do Dachau.

Nie miałem szczęścia dostać się w Dachau na plantacje (pracował tam m. innymi kolega nauczyciel Musioł). Gdybym tam się dostał przesiedziałbym cały okres wojny w jednym obozie, wyrobiłbym sobie stosunki i znajomości – ale tu szczęście mi nie dopisało. Los mój to wędrówki z obozu do obozu i mordercza piesza wędrówka do Dachau spod Norymbergii.

Dlaczego przeżyłem obóz
Znalazłem przyjaciół
Napotkałem dobrych ludzi
Umiałem „rozmawiać” z ludźmi i łatwo nawiązywałem kontakty z ludźmi
Unikałem ryzykanctwa
Wolałem być „małym człowiekiem”, nic nie znaczącym, bo to mi bardziej odpowiadało. Zresztą „świecznikowania” miałem dość przy aresztowaniu z racji zawodu nauczycielskiego
Byłem wierzącym – wiara dawała mi spokój i jakąś „równowagę” duchową
Nie reflektowałem na „dobre Kommanda”
Zmuszałem się do jedzenia tego co dawano, bo uważałem, że to i tak minimum tego co może być
Nie wymieniałem „przydziałowego” jedzenia na papierosy
Przestrzegałem higieny w jedzeniu
Przestrzegałem czystości ciała
Nie liczyłem na rychłe zakończenie, a raczej nie myślałem „o długości pobytu”
Pewność, że rodzice i moja rodzina modlą się za mnie chroniła mnie przed załamaniem

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10