Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Jeremiasz Półchłopek
Znaliśmy się przed wojną. Był kierownikiem szkoły powszechnej w Czuchowie, pow. Rybnik. Zobaczyłem go w Gusen w czerwcu 1940 r. Przywieziono go z fortów poznańskich. Był posiniaczony, na ciele pełno niezagojonych blizn. Do Gusen przybył psychicznie już załamany, a tutaj, w kamieniołomach, praca dokonała reszty. Każdą minutę wolną jemu poświęcałem, aby tylko podtrzymać na duchu. Żądał wprost ode mnie i kolegów abyśmy powiedzieli, że wojna już się kończy.

Był bardzo dobrym człowiekiem, życzył nam przetrwania, choć sam gasł w oczach. Aż pewnego dnia nie ujrzeliśmy go wśród nas.

Tadek Szweda (może Szwed)
Krakus. Instalator wodociągowy. Był bardzo miły i grzeczny. Pełen energii i przedsiębiorczości. Gdzie go poznałem nie mogę sobie przypomnieć – chyba w Gross Rosen, a stamtąd droga prowadziła nas do Hersbruck i Dachau. Opiszę tu ten ciekawy epizod, który świadczyć będzie, mówiąc słowami Morcinka – ludzie są dobrzy!
Było to 29.04.1945 r. Amerykanie w obozie Dachau. Ogólna radość. Wszyscy biegną ku bramie ucałować zbawców. I Tadek Szweda też pobiegł. Gdy ta cała radość ucichła poszliśmy na blok spać, gdyż noc nadchodziła. Tadek miał legowisko obok mnie. Zasypiałem, a Tadka nie było. Rano budzę się – Tadka nie ma. Niech go tam! W ogólnej radości (była to niedziela) poszli wszyscy podziękować Bogu za wyzwolenie. Każde wyznanie religijne zrobiło sobie własny ołtarz – raczej własne miejsce modłów – żydzi też, no a potem spotkania koleżeńskie itd. I tu naraz słychać olbrzymi krzyk – cywil w obozie…

Wszyscy pędzą ku bramie i ja też… Patrzę, idzie cywil w jasnym płaszczu, kapeluszu, a w ręce trzyma neseser. Podchodzi bliżej – a to mój „Krakus”. Szweda wręcza mi neseser i mówi: to dla Ciebie co tak bardzo lubisz. Biegniemy na blok, otwieram walizkę a tu gorąca jeszcze fasola po bretońsku… Skąd? Co? Jak? Podczas gdy my frajerzy ściskaliśmy tych Amerykanów on wyszedł z obozu rozchylając druty (nie było prądu). Doszedł do dzielnicy willowej, oficerskiej. Rozbił okno, wszedł do środka. Nikogo nie było. Szukał jedzenia. Znalazł w piwnicy całe rzędy półek uginających się od konserw. Wybrał co najlepsze, odgrzał i posilił się. Wtedy zajrzał do drugich piwnic. W ścianach umieszczone były półki pełne beli płótna (polskie nalepki), a w szafach przeróżne ubrania cywilne. Wybrał najlepsze, płaszcz, kapelusz itd. Zaczął przyrządzać fasolę dla mnie. Wtedy do okien zaczęli dobijać się żołnierze amerykańscy. Otworzył okno i wpuścił ich. Oni pragnęli coś „gotowanego” do picia…

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16