Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Sytuacja zmieniła się, gdy Franek pracował w dyrekcji Muzeum, a ja prowadziłem wycieczki czy to z Instytutu Nauczycielskiego, czy Technikum itd. Wtedy Franuś miał czas na rozmowę (bo były ładne dziewczęta… stary łobuz z Franka), miał nawet bardzo dobrą „targoszówkę” (szkoda, że nie kontynuuje tego zbożnego zwyczaju…). I tak nawiązała się między nami przyjaźń. Nie, przepraszam. Było trochę inaczej – Franek w każdą niedzielę przechodził przez Straconkę (rzekomo) aby malować pejzaże! Ale ja nie wierzyłem nigdy w jego bajdurzenia o pejzażach, bo do pejzażów nie miał najmniejszej „żyłki”, a patrząc na piękną dziewczynę i tak namalował klacz lub ogiera…Takim był i jest Franek. Odwiedzam go w domu. Ale on nie był u mnie nigdy. Ma dziwny wstręt do odwiedzania kolegi. Woli godzinami stać na ulicy i rozmawiać, a zaproszenia do kawiarni odrzuci. Nogi mnie często tak bolą, że mam ochotę siąść na bruku i dalej prowadzić z Frankiem ciekawą rozmowę. Ma swoje „końskie” upory. Ale poza tym jest bardzo miły, odwiedza mnie zawsze, gdy jestem w szpitalu (ale muszę użyć podstępu, że zobaczy ładne siostry…) wtedy przyjdzie i pocieszy pogrążonego w chorobie Mariana. Czasem nasza przyjaźń wisi na włosku, bo Franuś jest ogromnie uparty, ale zawsze „ciężkie” momenty przezwyciężamy i znowu rozkwita nasza przyjaźń.

Władek Siwek
Gdy ktoś poprosił, to narysował podobiznę więźnia lub jakąś ozdobę w liście obozowym. Nie brał chleba za „robotę”. Bał się tylko rysunków podpisać i narysować w ubraniu obozowym. Tego odmawiał stanowczo. Był zawsze miły i uczynny. Nie słyszałem, aby się uniósł i używał wulgarnych obozowych słów. Miał swoich kolegów (chyba Krakusów) i w ich kręgu się obracał. Ja do tego kręgu nie należałem – byłem jedynie razem na bloku 15a.

Udało mi się przesłać moją podobiznę wykonaną przez Władka do domu.

Pisarz Tadeusz Hołuj
Wiem, że był w obozie. Wiem, że napisał sztukę teatralną „Dom pod Oświęcimiem”. Wiem też, że na 5 lat był wykluczony ze Związku Literatów Polskich – za co? Sądzę, że za jakąś współpracę z Niemcami (podobnież stało się z pisarzem lwowskim Stanisławem Wasylewskim). To mnie nie obchodzi! Ale czytałem jego książeczkę – szkoda, że tytułu zapomniałem. I w tej książeczce pisze Hołuj – że wiejska dziewczyna i parobek ze wsi przy pomocy wideł wzięli do niewoli generała niemieckiego (i jego świtę).

Gdzie ten Hołuj widział tak Niemców? Gdybym znał jego adres napisałbym zaraz do niego! O święta naiwności! Dla kogo pisał tę książeczkę? Dla młodzieży? I Pan Hołuj był więźniem Oświęcimia! Nie z tej planety!

Z tym się wiąże drugi temat: film produkcji polskiej pt. „Zwariowana noc”. Panie święty! Stek bzdur! Stek nonsensów o Niemcach. W zamku starej hrabiny rozgościli się gestapowcy. A tu partyzanci przyprowadzają rannego. I na tym tle film pokazuje, że Niemcy to idioci, których pętaki góralskie i kilku wieśniaków „wykiwali”.
Gdyśmy w Technikum Mechanicznym utartym zwyczajem poświęcili lekcję na omówienie filmu – to jedno zdanie wybijało się w dyskusji: wcale nie trudno było takich głupich Niemców „wykiwać”, a „tyle się pisze o bohaterstwie”. Ciężko było wybrnąć z tej lekcji wychowawczej! I pytam się: dla kogo taki film??

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16