Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Mikołaj Sroka w betoniarni
Ja pracowałem przy robieniu słupów wysokiego napięcia. Za mną przy specjalnym stole stał Mikołaj Sroka i jako Eisenbieger (zbrojarz) nadawał prętom żelaznym formę do słupów. Pamiętam jego twarz – oczy wypukłe, nigdy nie widziałem uśmiechu, ale był życzliwy dla wszystkich! Nie zezwalał na „przypatrywanie” się jego pracy. To potem w r. 1945 w Gross Rosen przydało się, gdy zgłosiłem się jako „Eisenbieger” choć nigdy przedtem nie robiłem, a jedynie widziałem jak Mikołaj Sroka to robił. Czy doczekał się wolności? Tego nie wiem.

Zaleski (Bogdan)
Schreiber w Betonkolonne. Młody, przyjemny współtowarzysz pracy. Dzisiaj jest dyrektorem poczty w Krakowie. Zapamiętałem sobie jego nawoływanie na wódkę dla kapo Toczka. Chodził po szopie i nawoływał: dawajcie chłopaki, dawajcie chłopaki – widzicie jak się Piotrek? wścieka. A Untercapo Michał Sywak (granatowy policjant) basowym głosem dodawał: dajcie, dajcie – będzie spokój!

Adam Kuryłowicz
Socjalista z głębokiego przekonania. Był rozdawcą czarnej maści na „Kraetze” czyli świerzb! Nawet podczas rozdawania tej maści agitował politycznie, w swoim przekonaniu „wybranych” kolegów. Był zawsze delikatny, nie narzucał swoich poglądów, lecz podsuwał tak, że ten słuchacz przyjmował prawie jako swoje przekonania.
Jakże uczynny, jaki opanowany – nigdy nie podniósł głosu, choć wszystkim spieszyło się do fasowania kolacji – a pobranie maści było zawsze przed kolacją.

Ach ten Adam! Po rozdaniu maści brał pod rękę kolegę i długo, długo spacerował – oczywiście agitując za PPS. Był niestrudzony w tej agitacji. Jeśli przypominam sobie Adama, to zawsze oczywiście agitującego za swoimi przekonaniami. Doczekał się uwolnienia. Po wojnie był w komisji PPR mężem zaufania.

Michał Kula
Pracował w ślusarni. Gdy mnie kapo Toczek wyrzucił z betoniarni (po tyfusie), bo byłem za słaby do tej pracy – „postawił” mnie (a raczej oparł o budkę) do dyspozycji służbowego podoficera przy bramie. Zostałem „Laufrem” czyli biegaczem do posyłek. Stojąc przy bramie podchodzili do mnie SS-Manni abym im na „lewo” coś w warsztatach wykonał, np. klucz, zamek naprawił, kółko do wózka naprawił itd. Szedłem więc z prośbą do Michała Kuli. I choć mu nigdy nic nie dałem (bo co mogłem dać?) zrobił mi zawsze chętnie i bez klątwy i wyzwisk. Zawsze spokojny, opanowany, raczej flegmatyczny, ale zawsze bardzo uczynny. Dla wyjaśnienia dodam, że „chleba nie łaknął”.

W 1944 r. zrobił mi nawet ze stopu srebra i czegoś jeszcze 3 krzyżyki dla moich dzieci a nawet wyrył inicjały. Udało mi się te krzyżyki przynieść do domu. Wciąż pamiętam o miłym i uczynnym koledze. Podobno umarł we Wrocławiu na wieść, że dostał odszkodowanie w dolarach!

Takich miłych i uczynnych kolegów było niewielu. Miał silny czarny zarost. Wyróżniał się tym czarnym zarostem brody i twarzy. A najmilszą pamiątkę zrobił mi, gdy wykonał z metalu „wieczną” lampkę w formie korony. Do dziś ile razy spojrzę na lampkę, przypomina mi się Michał Kula.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16