Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Kazek Kowalski
Poznałem go u Stefana na bloku 28. Był to starszy ode mnie człowiek. Mówił, że był właścicielem huty w Ostrowcu Kieleckim.. Po paczkach, które otrzymywał od żony można było sądzić, że rzeczywiście był bogatym człowiekiem. Dzielił się szczodrze! Polubiliśmy się. Po opuszczeniu bloku 28 ja poszedłem na „swój” 15, a on na 17. Odwiedzałem go często, zwłaszcza w niedzielę. Siedzieliśmy na III piętrze, do niego przychodziło też kilku młodych ludzi (chyba z Warszawy). Był to rok 1944. Ci młodzi (byli dopiero po 2-3 miesiące) zaczęli głośno – że otoczenie mogło wszystko słyszeć – mówić, że „trzeba uciekać”. Trzeba przygotować ucieczkę! Na moją uwagę: a po co uciekać, teraz są lepsze warunki obozowe i są szanse, że przetrwamy obóz. Oni na to (streszczam) – gdy uciekniemy, to będą o nas pisać, będziemy bohaterami!

Powiedziałem krótko: nie po to się tyle lat męczyłem, aby teraz pod koniec w głupi sposób skończyć się! I przestałem odwiedzać Kazimierza Kowalskiego!

Ale jego widziałem w roku 1946 w Warszawie – gdy szedł pod rękę z żoną. Byli zajęci rozmową – a ja byłem bardzo biednie ubrany i nie chciałem się „narzucać” swoją osobą. Ale to typowe dla tych, którzy przyszli z Pruszkowa i nie mogli „usiedzieć” w obozie. Zapragnęli być bohaterami!

Ten temat rozwinąłbym szerzej, posługiwałbym się nazwiskami i wykazał ilu to bez potrzeby zginęło w obozie, bo inni chcieli być bohaterami. A w wyobraźni nie mogli czy nie chcieli siebie widzieć zmasakrowanych, leżących pod blokiem 24.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16