Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Wstęp o sobie

Jestem „miękki” i fizycznie i psychicznie. Fizycznie miękki – wrażliwy na ból, np. podczas bicia w obozie. Załamuję się, więc unikam wszelkich okazji do otrzymania „razów”, bo bałem się załamania. Stąd nie poszedłem na żadne ryzyko np. by zdobyć coś do jedzenia.

„Psychicznie” miękki to znaczy, że gdy w 65 roku życia czytałem Rodziewiczówną to łzy kręciły mi się i ciurkiem kapały z policzków. Albo, gdy czytam choćby książkę pt. ”Dachau” jestem cały do głębi wstrząśnięty. I „chodzi” to potem za mną i chodzi.

I jeszcze jedno. Skoro zawiodę się na kimś nie prowadzę do kłótni, nie, po prostu znajomość „likwiduję”, to znaczy od tej chwili przestaję poznawać, jest dla mnie „powietrzem”. Wiem, że istnieje, ale nie widzę. Taki już jestem i choć próbowałem innego postępowania, wracam do tego, z którym się chyba urodziłem. Nie umiem sobie zadać gwałtu i być na jakiejkolwiek stopie zażyłości skoro ten ktoś z tych czy owych względów mi nie odpowiada.

I jeszcze jedno muszę wyjaśnić. W tym wielotysięcznym tłumie więźniów przez lat przeszło 5 i w ciągu przebywania w 7 obozach – czułem się często osamotniony. To nie znaczy, że czułem się czymś „lepszym” – nie, nie akceptowałem duchowo wielu sytuacji i wielu, wielu obozowiczów. W pierwszej chwili po otrzymaniu ankiety wszystko dla mnie było jasne. A jednak trzeba wyjaśnić pewne rzeczy – inaczej zakradnie się do tego pisania dużo niejasności.

Bo: 1) jak nazwać te tysiące więźniów, z którymi w ciągu dnia czy nawet nocy przebywać trzeba było, o których się „ocierało” w ciągu niemal każdej sekundy. To przecież ani koledzy, ani też tym bardziej przyjaciele.
Nazwijmy tę masę ludzką, współwięźniowie „obozowi”. Drugą grupę stanowią koledzy obozowi, a trzecią grupę stanowią ”przyjaciele obozowi”.

Współistnienie z grupą pierwszą i drugą było koniecznością. Od tych grup każdy więzień był zależny w większym lub w mniejszym stopniu. Stąd wywodziły się przeróżne dokuczliwości obozowe, ale i stąd wywodzą się małe, drobne pomoce we współistnieniu.

Ale założenie, jeśli dobrze rozumiem, ankiety to zebrać materiał o przyjaźni obozowej, aby udowodnić, że i w atmosferze obozowej rodziły się szlachetne uczucia przyjaźni. Ogólne ujęcie tematu i naukowe rozpracowanie to zadanie Pana Doktora. Ja mam wymienić po prostu nazwiska ludzi, którzy mi „odpowiadali”, z którymi się zżyłem, którzy byli mi w ciężkiej chwili pomocą i pociechą.

A więc stwierdzić muszę: z tej ogromnej mnogości ludzi, z którymi współżyć mi przyszło, wybieram następujących: kolejność nie ma znaczenia. Podaję nazwiska i wydarzenia tak jak mi w trakcie pisania nachodzą.

Moje przyjaźnie zawarte w obozach zrodziły się na podłożu „odpowiadania sobie”, czyli na podłożu podobieństwa charakterów. Owszem, nieraz łączyły ze sobą chęć utylitarną, tzn. „użyczenie drugiej miski zupy”. Ale to nie były wypadki dominujące. O przyjaźni raczej byłbym skłonny twierdzić, że jednak wzajemne „przyleganie duchowe” było sprawą istotną w mych zawartych przyjaźniach.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16