Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Ludzie obozu mili i sympatyczni – dla mnie i innych
Zapisuję nazwiska tak, jak mi pamięć podsunie. Kolejność nazwisk nie jest ważna! A więc:
mój kapo instalatorów – inżynier Łachecki,
mój kapo stacji pomp – Jasio Miensok z Chwałowic koło Rybnika,
inżynier Józef Plaskóra – nr 1000,
inżynier ………Plaskóra – nr 1001,
inżynier Władek Jabłecki – nr 7765, stacja pomp,
Michniowski z komanda instalatorów z Tarnowa,
inżynier Nawrot,
Roch Wystrach z Betonkolonne,
Józef Nawrot z kantyny ????,
dr medycyny Stefan Stolarzewicz z Żywca,
Kozik, instalator z Zakopanego, któremu nosiłem narzędzia do pracy,
Władek Piłat z Betonkolonne (z Niska) miał flegmonę na łydce,
Michał Kula, pracował w ślusarni,
Tadek Włodek z Krakowa, robił ze mną drzwiczki do kominów w Gross Rosen,
Antek Procner, nauczyciel, pochodził ze Straconki – zginął w Gusen,
Jeremiasz Półchłopek, kierownik szkoły w Czuchowie – zginął w Gusen
inżynier Kazimierz Kumak z Warszawy, instalator,
O.Augustyn, pracował w drukarni,
Alojz Brun (może Bruner), Ślązak, młody człowiek, b. miły, pracował u instalatorów. Odwiedzał mnie często „na łóżku”,
Adolf Gałuszka z Cieszyńskiego, pracował w betoniarni, mały krępy, wesoły, jeszcze niezdarty obozem. Pełnił w betoniarni rolę Vorarbeitera! Trochę pokrzykiwał. Odwiedziłem go w Skoczowie. Zachowany mam list od niego. Bardzo miły kolega.
Marian Baran, Schreiber instalatorów (u inż. Łacheckiego), w cywilu nauczyciel gimnazjum w Tarnowie. Spotkałem go któregoś roku 50-go w Elblągu prowadzącego wycieczkę uczniów, a ja kolonię letnią. Bardzo zżyliśmy się razem z racji zawodu, a może raczej z racji charakterów.
Ignacy? Sosiuka, instalator u Łacheckiego. Żywy zawsze, pełen energii, dobrze odżywiony, nie martwił się nigdy o wyjście z obozu. Tu miał się bardzo dobrze, jedzenia pod dostatkiem!
Filipowicz, Schreiber Malerei, starszy człowiek, bardzo miły. Prowadził często rozmowy…
Władek Piłat z Niska. Jedyny fachowiec od betonu w komandzie tylko, że nie umiał po niemiecku a Frezek?? bełkotał i został capem. Władek Piłat miał na nodze flegmonę. Wciąż mu skrobali, aż ukazała się kość (piszczele). Bardzo miły i grzeczny. Pomagał (pouczał) w robocie. Co dalej z nim, nie wiem.
Marek Królikowski, najmłodszy w betoniarni, wszyscy go „ochraniali” z tej racji. Jąkał się i stąd chyba był „sam dla siebie”. Miał chyba 16 lat.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16