Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Koledzy, przyjaciele
W obozach poznałem dużo, bardzo dużo kolegów. Lecz ściślej i serdeczniej byłem z następującymi:
Józef Pysz z Bielska nr 1420,
Franciszek Targosz z Bielska nr 7626,
Jakub Mazurek z Bielska nr 1114,
Albert Brachaczek z Bielska nr 1070,
Stanisław Dubois z Warszawy (rozstrzelany),
Jerzy Ptakowski z Warszawy,
Roch Wystrach– Bobrowniki, pow. Tarnowskie Góry,
Paweł Ziętek, Jordanów,
Stanisław Goleniowski z Bielska,
Jan Kopaczko z Bielska,
Józef Kopaczko z Bielska,
Stanisław Sierosławski z Bielska,
Antoni Kubica z Rybarzowic.
Jerzy Ptakowski nr 4848
Xawery Dunikowski nr 774

Józek Pysz nr 1420
Jak go poznałem? Wyszedłem z tyfusu, z bloku 20, w dniu w którym auta ciężarowe wywiozły do gazu wszystkich tam się znajdujących. A więc był to rok 1942, koniec sierpnia czy września. Zdążam po apelu wieczornym na „przydziałowy” blok 15. Idąc pilnuję krawężnika, boć przecież „uciekłem” z bloku w gorączce i to wysokiej. Mnie się wydaje, że idę prosto, a tu na jezdni stoi sobie taki sobie „pągiel”. Młody chłopak w czysto wypranym mundurze, twarz pociągła, a oczy nawet roześmiane. I do mnie: gdzieś się upił, bo tak się kiwasz, ty stary. Oj, to mnie „wkurzyło”, szczególnie ten „stary”. No i po łacinie, tak jak umiałem jeszcze obracać językiem, obdarzyłem go nawet obficie. Ale z tego wszystkiego wyszło, że idę z tyfusu i że pochodzę z Bielska. Na to ten młodzieniec z filuternymi oczkami rzekł: ja też jestem z Bielska. A żeś z tyfusu – przychodź codziennie po apelu pod blok 24 i tam dam ci michę zupy. No i codziennie stałem pod blokiem, a Józek Pysz wynosił mi miskę galaretowatej zupy. To trwało 2 tygodnie. Po tym czasie Józek rzekł: jesteś już silny. Ja mam teraz innego bielszczanina do poratowania. I tak zaczęła się przyjaźń, bo Jurek Pysz okazał się chłopakiem „równym” i bardzo przyjemnym. Pracował u fotografów. Stąd nie musiał jadać obozowej zupy. Spotykaliśmy się w obozie i odbywaliśmy rozmowy. Łączyło nas oczywiście „Bielsko”. Był przez cały czas pobytu w obozie bardzo grzeczny, miły i można go było bardzo polubić. Odwzajemniałem się równą szczerością i przyjaźnią. Rewanżu materialnego z mej strony nie potrzebował, zresztą ja nie miałem się czym rewanżować.

Po wojnie jakoś odnalazłem go. Wpierw wysyłałem kartki z życzeniami, ale okazało się, że to był fałszywy adres. Dopiero gdy „odnalazłem” go w miejscu pracy „Lenko-dział administracji” i odtąd zacząłem go częściej odwiedzać. U mnie w domu był również, chociaż rzadziej. Jest dalej tak miłym jak w obozie i tak samo bardzo uczynnym jak w obozie. Często z Frankiem Targoszem prosimy o fotokopie dokumentów, co czyni bardzo chętnie. I chociaż jego „świat” jest inny niż mój jestem pewny, że moglibyśmy być przyjaciółmi dobrymi szczerze oddanymi. Zresztą – on lubiany był przez wszystkich, nawet w pracy. I wiem, że gdy będę potrzebował jego pomocy – na pewno nie odmówi.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16