Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjaźnie obozowe – I.1974

Z opisanym przypadkiem zazębia się wypadek inny. Tu nie zrodziło się ani koleżeństwo ani przyjaźń, bo czasu nie było. Zrodziła się natomiast ogromna wdzięczność do współwięźnia, o której on do dziś nic nie powie, bo po co? Było tak: gdy leżałem na łóżku bloku nr 20, trzecie piętro, słyszałem, że Pflegerzy rozmawiali w nocy, że jutro będzie odwszenie bloku. Rozumiałem co znaczy „odwszenie” i podzieliłem się z leżącym obok mnie Xawerym Dunikowskim i leżącym przy oknie vis a vis Stefkiem Jachną. Xawery powiedział krótko „Co robisz?” „Wychodzę”. Odpowiadam, „Ja też”. Rano Schreiber (z bloku czy Schreibstube) woła ode drzwi: kto czuje się zdrowy niech wychodzi na Lager. Wyłazimy z łóżka, ja bez koszuli. Pilnuję na kamiennym korytarzu jakiejś czarnej linii czy ornamentu, aby iść prosto. Xawery idzie za mną. Dochodzimy do drzwi, w których stał Schreiber. Widząc nas szydzi mówiąc: i wy zdrowi jesteście? Ale widząc mój niski numer i poznając Xawerego obdarzył bardzo często używanymi słówkami i półgłosem rzekł: uciekać, uciekać i dał jakąś karteczkę. Myśmy wyszli i usiedliśmy pod Effektenkamer i stąd widzieliśmy za parę godzin jak auta opróżniały cały blok 20, w tym zupełnie zdrowego Stefka Jachnę. Gdyby ten Schreiber nie wypisał nas, dzisiaj nie pisałbym tego. Modlę się za tego nieznanego Schreibera, a w każdym razie często ślę dużo szczerych życzeń. Schreibera nie znam, choć raz będąc w kawiarni w Sukiennicach spotkałem kogoś, kto używał podobnych „słówek”, a nawet słówka podobne wkładał w usta kardynałowi Sapiesze, który rzekomo miał taki sposób odnoszenia się nawet do proboszcza parafii św. Wojciecha. Dość, że do tego nieznanego Schreibera mam wdzięczność i często o nim myślę.

Staszek Dubois 3904

„Poznała” i złączyła nas praca w betoniarni. Staszek należał do „trojki”, a prócz tego Jurek Ptakowski i ja. Staszek lubił palić papierosy. A palił dużo. Wciąż w lewej ręce (w rękawie) trzymał papierosa. Staszek robił „Mischung” (zaprawę betoniarską) i dowoził ją do formy. Ja – czyściłem formy, składałem je, układałem zbrojenie do formy i pucowałem cały słup do wysokiego napięcia. Wspólnie (oczywiście wraz z innymi) suchy słup wynosiliśmy na plac. Nasza „trójka” ustaliła jedno. Każdy z nas kolejno wynajduje „temat” do rozmowy i jest kierownikiem rozmowy (dyskusji). Ciekawa była ta „trójka”. Jurek, student prawa na Uniwersytecie Warszawskim, członek ONR (żydom wybijali okna), a Staszek więzień Berezy Kartuskiej, naczelnik „czerwonego harcerstwa” na Żoliborzu i gorliwy członek PPS. Mimo tak sprzecznych nastawień politycznych nigdy nie doszło do najmniejszych zatargów, do „łaciny” itp. Ale ja byłem „zielonym harcerzem”, instruktorem no i nauczycielem.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16