Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Przyjazd do Dachau

Przywieziono nas do Dachau wcześnie rano 28.04.1940 r. około godz. 5-tej. Formują setki i tak wkraczamy na olbrzymi plac. Ustawiono nas piątkami. Śniegu pełno. Przed nami stoi otwarty czworobok baraków. Gdy się apel poranny skończył, zajęto się nami.

Paczki, jedzenie, potem ubrania, bieliznę zegarki, pierścionki, brzytwy odebrano do depozytu. Dalej „zapisano” nas i dano numer obozowy – mnie 6638.

Przy stole tym zatrudniony był kolega nauczyciel z Rydułtów Sylwester Antoni (zwolniony z obozu po kilku tygodniach). Dalej byli fryzjerzy, jedni golili głowy, a inni genitalia. Tutaj czynność tą wykonywał mój profesor robót ręcznych z Seminarium w Rogoźnie Jan Klus! Dalej podeszliśmy pod prysznic. Dostaliśmy szczotkę ryżową i szare mydło! Po umyciu się wypędzono na dwór – a tu śnieg leży na ziemi a my boso i bez bielizny! Przez okno baraku ktoś rzuca buty, bieliznę i mundur pasiasty! Łapało się co bądź, byle się ubrać i nie stać nago na śniegu! Ustawiono nas piątkami i zaprowadzono na blok. Była godz. 17-ta. Dostaliśmy 1 litr zupy grochowej! Mnie smakowała! Ponieważ niektórzy „gardzili” taką… zupą, blokowy ogłosił repety… Kilku podeszło! I ja też! Wtedy Jasiu Kopaczko i Józek Kopaczko z niejakim zgorszeniem mówili: ”Jak ty możesz taką zupę jeść”. Ale na drugi dzień bili się o „repetę” i wszystkie „takie” zupy smakowały…

Chwytała mnie angina! Za pierwszą obozową porcję chleba dostałem od blokowego 1 łyżkę soli kuchennej i rozpocząłem płukanie gardła…

Rozpoczął się okres „rekrucki” w obozie. Polegał na tym, że (do pracy nie chodziliśmy) uczono nas maszerować, stawać na zbiórki, uczono piosenek niemieckich i już… szukanie wszy… Ale to można było wykonać na ulicy lagrowej siedząc na krawężniku ulicy obozowej, która była „wysypana” masą drobnych kamyków. Ktoś zaczął dziwne zajęcie. Udając, że szuka wszy prawą ręką rozpoczął pocieranie kamyków o brzeg krawężnika nadając im różne formy. Igłami kupionymi w kantynie „ryto” w tych kamykach inicjały czy nawet słowa. Powstały w ten sposób osobliwe „pamiątki”. Wykonałem 2 takie kamyki. Znajdują się w oprawie drewnianej w formie książeczki, która wykonał mi kolega ze stolarni w Oświęcimiu. Dla mnie są te kamyczki drogą pamiątką i wywołują cały szereg wspomnień. Ale jaką sztuką było przenieść te kamyki przez 7 obozów i przez wiele, wiele rewizji. Niektórym z nas, wydawały się te zajęcia bardzo męczącymi. Pragnęli pracy nawet choćby w kamieniołomach.

Strony: 1 2