Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Wyzwolenie, 29.04.1945

Nastaje niedziela 29.04.1945 r. Udaję się około 13. na blok księży. Tam odprawia się mszę świętą. W trakcie tej mszy rozlega się „Blocksperre”. Okna i drzwi zamknąć! Wiedziałem już, że zbliża się koniec. Msza się skończyła, zaczęto różaniec, potem nieszpory, a potem jeszcze jakieś modlitwy – bo dalej obowiązywało „Blocksperre”. Nagle rozlega się przeraźliwy głos: Amerykanie w obozie!!!.

Wybiegamy drzwiami, tłok wielki, wylatują futryny! Jesteśmy na zewnątrz. Ludzie gdzieś biegną. Biegnę i ja. Widzę nad głęboką fosą położona jest kładka. Biegnę tam. Jestem za fosą, ale jeszcze przed drutami. Ktoś przecina druty! Wychodzimy! Tu stoją Niemcy – trzymają ręce podniesione. Za nimi stoi 2-3 Amerykanów. Rękawy zakasane. W ręce automaty. Inny Amerykanin idzie do następnej wieżyczki by sprowadzić Posta – Niemca. Wtedy rozlega się strzał. Momentalnie Amerykanie dają serię z automatów. 11 Niemców pada na ziemię. Biegniemy na plac apelowy. Jest czołg amerykański. Na czołgu spikerka z radia amerykańskiego i nadaje coś do Ameryki. Ogólny hałas, radość, ogólne całowanie!

Lecz opuścić nam obozu nie wolno. Na mitingu tłumaczą nam, że front jeszcze daleko stąd i może być w nocy wojna o obóz. Ci, którzy przyjechali na czołgu to „delegaci” różnych narodowości – jest ich około 30. Niemcy przerażeni zjawieniem się czołgu, uciekli z obozu. Lecz należy się liczyć z tym, że będą próbowali obóz odbić. Lecz w nocy odzywają się jedynie strzały armatnie – to z jednej to z drugiej strony. Rano spokój!

Byliśmy wolni! Aż tu słyszymy jeden ogromny okrzyk: Amerykanie w obozie. Była to godzina 17.45. Wybiegliśmy oknami kaplicy, drzwiami, aby prędzej, prędzej. Ludzie biegną w kierunku fosy. Biegnę i ja. Widzę przerzuconą przez rów kładkę. Druty przecięte. Wychodzimy za obóz tam gdzie biegnie linia wieżyczek strażniczych. Biegniemy w kierunku bramy. Tam widzimy żołnierzy w amerykańskich mundurach.
Nareszcie jesteśmy wolni i żyjemy. Wytrwaliśmy trud pięciu lat.

To była tylko czołówka. Główne siły amerykańskie są jeszcze daleko od Dachau. Możemy się spodziewać, że przez te okolice może przejdzie front. W kuchni obozowej nikt nie gotuje. Jesteśmy głodni ponad miarę ludzkiej wytrzymałości. Oczywiście, mówię o tzw. ”Zugangach” ewakuowanych z innych obozów. Miejscowi byli przecież zaprowiantowani.

Lecz na wieżyczkach wartowniczych zjawili się Amerykanie i dalej byliśmy zamknięci w obozie z tym, że jedzenia nie było. Po 2-3 dniach dostaliśmy 1 kg puszkę wołowiny konserwowej. Z głodu zaczęli jeść i stąd biegunka.

Ilu wtedy zmarło na biegunkę – choć w obozie byli Amerykanie. Zaczęto dawać grysik (na gęsto) wszyscy zachłannie zajadali. Lecz po kilku dniach „grysikowych” zaczęto sarkać na Amerykanów. Każdorazowo na mitingu (apelu) duchowni różnych wyznań apelowali do nas – aby pomóc im w opiekowaniu się chorymi i w ten sposób podziękować Bogu za wolność.

Zgłosiłem się wraz z dwoma kolegami. Dołączył się do nas na czwartego ks. Józef Całujek znający język angielski.