Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Dzień wigilijny 1944 r.

Była to moja ostatni wigilia w obozie, a jakże ją pamiętam. Już w pracy dało się odczuć „nastroje” wigilijne. Mniej było krzyku i klątwy. Każdy starał się umyć na terenie pracy, bo na bloku trzeba było długo czekać na swoją kolejkę. Przyszliśmy po apelu na blok, siedliśmy małymi grupkami na łóżko, zaczęliśmy „łamać” się chlebem i snuć wspomnienia.

Nawet nuciliśmy po cichu kolędy. Nagle słyszymy nieludzki ryk, płacz, zawodzenie i to nie jednego człowieka, lecz większej liczby ludzi.

Blokowy, Niemiec „zielony”, zakazał nam śpiewania i wychodzenia z bloku. Sam wyszedł z bloku. Za chwilę wrócił i opowiadał. Oto przez bramę obozową weszło kilkunastu pijanych SS-Mannów. Mieli ze sobą bicze. Weszli do pierwszego bloku od bramy. Wszystkim więźniom kazano przejść do skrzydła A i stąd pojedynczo każdy więzień musiał przejść do skrzydła B. W korytarzyku stali po obu stronach SS-Manni i biczami tłukli każdego gdzie popadło. Gdy bicze się postrzępiły brali nogi od taboretów i tymi bili więźniów. Stąd ten nieludzki ryk! Gdy „obrobili” w ten sposób jeden blok, przeszli do drugiego, trzeciego aż do 10tego. Mój blok był 11ty – byliśmy wszyscy w napięciu! Cisza! Słychać było dygotanie ludzkich ciał! Nie mówiliśmy ze sobą, bo zęby szczękały. A blokowy stał na zewnątrz i obserwował to wszystko i zgłaszał nam, że już blok 10ty jest „zrobiony”. Czekaliśmy w napięciu! Ktoś zaczął śpiewać po polsku – „Serce w plecaku”. Ja ani melodii ani słów nie znałem, ale wnet uchwyciłem i razem z innymi śpiewałem! Myśmy śpiewali na cały głos aż się w obozie rozlegało! Tego jeszcze nie było!

Zawołano blokowego a myśmy już spokojni zupełnie – oczekiwaliśmy swego losu! I ja czułem się spokojny! Któryś SS-Mann zawołał: blokowy do mnie. Poszedł nasz blokowy (Niemiec), a ci pytali się: co tam się na twoim bloku dzieje? On przytomnie odpowiada, że śpiewamy religijne pieśni. Ach so! Hau ab! I oni syci krwi i „chwały” poszli w kierunku bramy. Syci „zwycięstwa”, dumni ze swej mocy nad bezbronnymi więźniami!

Rosjanie zbliżali się do Odry! Czyżby tak chcieli uczcić swój koniec? Nazajutrz, w czasie apelu porannego leżało kilkadziesiąt zmasakrowanych ciał. Odniesiono na blok chorych, a myśmy szli do pracy. Krwiożercza banda! To było chyba za Wrocław?!