Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Gross Rosen – obóz piąty

Pracami cywilnych robotników kierował Niemiec, nawet sympatyczny. Kiedyś na zbiórce tego komanda tenże Niemiec zapytał kto jest Eisenbiegerem czyli zbrojarzem. Wystąpiłem z szeregu wraz z dwoma kolegami. Choć nigdy nie byłem zatrudniony jako zbrojarz, ale widziałem takową pracę w betoniarni w Oświęcimiu, gdy zbrojarzem był Mikołaj Sroka. Resztę robił ten sympatyczny Niemiec. Zbudowaliśmy stoły zbrojarskie, przynieśliśmy materiał i rozpoczęliśmy robienie zbrojenia. Niemiec widział, że nie bardzo nam ta robota idzie, więc parę razy pokazał nam sposób wykonania. Lecz on nie mógł się porozumieć z robotnikami polskimi. Szukał tłumacza. Ja nim zostałem, lecz dalej wykonywałem pracę zbrojarza, a tylko dorywczo odchodziłem i tłumaczyłem polecenia Niemca.

Pewnego razu, gdy palił papierosa, którego dostał od nas, zapytał się jak po polsku nazywacie „ein kleines Broetchen”. Odpowiadam, że „mały chleb”, „chlebek”, „chlebuś”. A on na to: a nie chlebik? No, też można nazwać – mówię majstrowi. Bo widzisz, mój stary pisał się całe życie „Chlebik” mnie zaś Niemcy zrobili „Klebik” no i zostałem komunistą. Wyciągnął rękę i pokazał na zarysy jakiegoś miasta. A to Wallenberg, to będzie wasze. Zapamiętaj sobie to. To mówi Ci Chlebik.

Jeżeli do wszystkich ludzi był tak szczery i otwarty – nie dziwiłem się wcale, gdy go raz widziałem wracającego z gestapo… Cały zakrwawiony, ledwie trzymał się na nogach…

Tutaj w Gross Rosen „przyznał” się do mnie Rottenfuehrer Schinner, który był szefem warsztatów Bauleitung w Oświęcimiu. I o dziwo! Pytał się, czy mógłbym mu skombinować (organisieren) chleba czy w ogóle coś do jedzenia. Powiedziałem mu, że na placu budowlanym stoją 4 wozy ciężarowe pod plandeką komendanta Hessa z Oświęcimia. Byli już tacy, co to wypenetrowali a nawet suchary pszenne sobie „przyswoili”. Machnął ręką i odszedł. Był w Gross Rosen staruszek SS-Mann z Oświęcimia Wolf. Dobrze umiał po polsku. Miał małe komando cieśli, które wokół budowało „sławojki”. Cały obóz oczekuje wyjścia, a on się uwziął na swoje „sławojki”. Dopiero gdy mu ktoś powiedział, że buduje chyba dla Ruskich, którzy tu wnet przyjdą – zaklął siarczyście i odszedł. Komando cieśli było bez szefa.

Strony: 1 2 3