Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Na zawsze pozostali w Gusen

Ale pracę tą wykonywaliśmy w 2-3 godziny i aby mieć zajęcia na dalsze godziny rozrzucaliśmy śmieci znowu na teren obozu. I przy tym, zauważył nas Lagercapo Matuschka (Czech) i rozpoczął nas obijać biczem, pięściami, wreszcie pałką… Mnie nie tylko głowę rozbił, ale rozbił mi okulary… Byłem ślepy… Za namową kolegów udałem się do lekarza… Zapytał się, kto mi to zrobił… Ja w swej naiwności powiedziałem, że Matuschka – przywołał go i osobiście bykowcem obił go rzetelnie. Dostałem okulary po nieboszczyku o 4 dioptrie za mocne. Odtąd kapo Matuschka „polował” na mnie, aż mnie złapał. Kazał okulary zdjąć a potem rozpoczął „młócenie”. Teraz dopiero stałem się „arbeitsunfaehig” (niezdolny do pracy). Gdzieś około 10 sierpnia 1940 całe komando wezwane było do lekarza. Ten obejrzał każdego z osobna, u mnie obejrzał 2 przepukliny i oczy i coś zapisał!

Zostałem „muzułmaninem” to jest „żywym nieboszczykiem” i jako niezdolny do pracy, skierowano mnie znowu do Dachau „zur Erholung” (na odpoczynek). Nie wierzyliśmy w ten „odpoczynek” – byliśmy pewni, że do „gazu”.

Dwa dni później na apelu zostaje wywołany mój numer, że nie mam pójść do pracy. Inni idą do pracy. Na placu zostaje prawie całe „leichte Arbeit” komando. Stoimy na placu. Inni wracają w południe na obiad. Widzą nas, żegnają i mówią, że idziemy do gazu, bo w Gusen nie ma jeszcze krematorium. 13.08.1940 po południu zajeżdża auto kryte i wsadzają nas do auta. Z rewiru wyprowadzają jeszcze więcej chorych i auto rusza. Przywożą nas do Mauthausen. Stoimy (kto może) na placu. Trwało to jakiś czas. Dołączono do naszej grupy około 500 podobnych z obozu Mauthausen i… załadowano do wagonów. Wsiadamy do wagonów. Innych wnoszą. Pociąg rusza. W wagonie co słabsi umierają. Szczególnie ci na Durchfall. W wagonie duszno, aż słabo się robi.

Strony: 1 2