Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Hersbruck – obóz szósty

Dojechaliśmy do Hersbruck! Co za obóz! Sami żydzi. Bloki stoją na palach. Do nich można dojść jedynie po kładkach, też na palach. Kładki są tak wąskie, że dwoje ludzi zmieścić się nie może. Gdy idzie SS-Mann więzień zostaje zepchnięty z kładki do błota i tam tonie.

W blokach jeden wielki smród, głód i ubóstwo. W nocy nie wolno wychodzić do klozetu stojącego na podwórzu. Na bloku stała beczka, do której załatwiało się czynności fizjologiczne. Rychło rano, jeszcze przed apelem, wynoszono ją do ubikacji.

Pracowaliśmy na 3 zmiany. Zmiana nocna wraca o 2. Dostajemy porcję chleba i litr herbaty. Rano budzę się i chcę oddać mocz, lecz beczka wyniesiona. Więc biegnę do ubikacji na placu. Tam „Scheismeister” (ustępowy) myje ubikacje i nie chce mnie wpuścić. Klnę ile wlezie a on nie wpuszcza, więc sikam na kupę kamieni obok leżących. Kątem oka widzę, że ze Schreibstube wychodzi Lagerkommandant z wilczurem. Więc załatwiam się dokumentnie i idę naprzeciw komendanta i tłumaczę dlaczego to zrobiłem. Ale on krótko: przynieś kozioł (do bicia) i wlewa mi 25 sztuk. Zdobywam się na „szaleńczy” protest i mówię, że przecież muszę się gdzieś załatwić.

Do pracy idziemy jakieś 5 km, ale nie doliczano tego do czasu pracy. Przechodzimy przez miasteczko, gdzie pełno starych wąskich mieszczańsko-renesansowych kamieniczek. Kobiety wyglądają oknami, ale wydaję się, że one swymi głowami ledwo przecisnęły się przez ramę okienną. Zatrzymujemy się u podnóża góry. Szczyt góry pokryty jest lasem, lecz w podłożu tej góry widać dziesiątki ludzi. Dochodzimy do nich. Widzimy skałę a w niej wydrążone sztolnie, już obetonowane. Wpędzają nas do środka. Pełno w skale wykutych chodników.

W wysokiej górze skalistej cywile wyłamują prochem kawały skały. Więźniowie muszą brać te kamienie i ładować do wagoników, które zjeżdżają w dół. Gdy taka wielka jama zostaje wyłamana budują cywile szalunek z desek i pod ciśnieniem wtryskują beton. Powstają wielkie hale, w których ma być zmontowana fabryka zbrojeniowa. Z tej góry widzimy Norymbergę. Stąd widzieliśmy naloty dywanowe amerykańskie na to miasto. Jeden taki „dywan” liczył 36 maszyn, które po zrzuceniu ładunku leciały dalej a nadlatywały nowe!

Strony: 1 2