Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Hersbruck – obóz szósty

Aż radość rozpierała człowieka, gdyśmy z ukrycia tak piękny widok widzieli. Takich nalotów widziałem kilkanaście. W obozie apelowano, aby zgłosili się ochotnicy do odszukiwania zabitych. Oddaliśmy pierwszeństwo „rodowitym” Niemcom. Zgłosiło się ich kilkunastu, a gdy wrócili opowiadali jak miasto wygląda. Do zjedzenia nic nie znaleźli. Koń zabity leżący na ulicy był doszczętnie zwęglony.

Któregoś dnia kapo posłał mnie do budy z łopatami i kilofami. Miałem przynieść kilka sztuk. Do magazynu doszedłem. Ale tych korytarzy było tyle i tak się ze sobą krzyżowały, że nie mogłem dojść do swego komanda. I tak w tym labiryncie chodziłem i chodziłem a trafić nie mogłem. Dopiero kiedy rozległ się krzyk komanda poszedłem w kierunku głosu. Oczywiście znowu bicie, że nie przyszedłem a czas już do wyjścia…

Postanowiłem więcej nie pójść do sztolni. Wkręciłem się do magazynów cementowych. Wagoniki podchodziły pod sam magazyn a nas dwóch musiało załadować 4 worki cementu, a już nadjeżdżał drugi wagonik. Było się trzeba uwijać. Gdyby w wagoniku było mniej worków następowało bicie. Byliśmy cali bieli. Cement był wszędzie. We włosach, w uszach, w nosie i wszędzie indziej.

Był już rok 1945, koniec marca początek kwietnia. Wracamy z pracy! Obok idzie kapo Niemiec. Auschwitzery tworzą oddzielne setki, żydzi osobne. Żydzi są zbrudzeni wapnem i cementem, my umyci, „wygalantowani”. Kiedyś wracamy a naprzeciwko na motorze jedzie „nasz komendant” obozu. Zatrzymuje motor i pyta się capy: a ci skąd wracają? Ze sztolni, pada odpowiedź! A tamci? – i pokazuje na idącą przed nami setkę żydów – białych od wapna i cementu! A kapo: ale to są auschwitzery! Ach so! Weiter machen!

A tajemnica naszego wyglądu była prosta. Pod koniec szychty np. dwóch więźniów robiło intensywniej a dwóch się myło i czyściło. A potem odwrotnie.

Strony: 1 2