Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Polski śpiew pod Norymbergą

Z obozu Hersbruck chodziliśmy 5 km (około) do pracy w sztolni. Przechodzić musieliśmy przez małe miasteczko. Nie wiem jak się nazywało. Domy były jeszcze węższe niż na Starówce w Warszawie. Gdyśmy maszerowali do pracy widziałem otwierające się okna a kobiety wyglądające wyglądały bokiem – bo wprost chyba by się nie zmieściły. Na mnie robiło to wrażenie domków Baby Jagi – domków z piernika.

Kiedyś tak idziemy (ale już zbliżał się koniec wojny) a kapo mówi: czy umiecie coś zaśpiewać? No i zaczęliśmy śpiewać. Ale jak głośno, ile serca wkładaliśmy w ten śpiew! „O mój rozmarynie”, „Serce w plecaku” itp. I ze śpiewem wkraczamy na uliczki tego miasteczka. A my dalej śpiewamy! Wszystkie okna otwarte, pełno kobiet i dzieci w oknach!

Na drugi dzień w czasie apelu komendant obozu ogłasza: śpiewanie piosenek w obcych językach jest „streng verboten”. Ale cośmy śpiewali, tośmy śpiewali – w samym sercu Niemiec!

Wieczorem tego samego dnia na apelu zapowiadają nam, że gdy taką syrenę usłyszymy, mamy rzucać pracę i szybko wracać do obozu.

No to już się zaczyna! No to ładnie!

Strony: 1 2