Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Operacja przepukliny

Wprowadzono nowy dział pracy – rury kanalizacyjne. Każda trójka dostała dwa pierścienie: zewnętrzny i wewnętrzny. Między te dwa pierścienie ubijano prawie suchy beton. Potem jeden z nas (każdy w kolejności) wchodził na pierścień i rękami wyciągał pierścień środkowy. Małe nawet odchylenie pierścienia powodowało pęknięcie betonu. Dla mnie była to ciężka praca z uwagi na to, że miałem przepuklinę pępkową. Przy którymś z kolei wyciąganiu formy coś mnie w brzuchu zabolało, upadłem na ziemię a kapo zarządził natychmiastowe odprowadzenie mnie do Krankenbau.

Dano łóżko a kiedy przyszedł dr Deryng i obejrzał brzuch orzekł: no to będziemy operowali. Przenieśli mnie na blok 21. Kiedy miała być operacja wszedłem na stół, dano zastrzyk zamrażający – nadszedł Deryng, Entress i trzeci (SS-Mann). Deryng rozpoczął cięcie pachwiny, objaśniał SS-Mannom, potem Entress odebrał nóż Deryngowi i też ciął drugą pachwinę. Ja widziałem to wszystko, bo nie zasłonięto mi głowy hełmem. Nie widziałem u nich żadnego pośpiechu, więc zawołałem, że boli. Spuścili mi na głowę hełm i kończyli operację. Przewieziono mnie na łóżko. Było mi okrutnie zimno. Prosiłem, błagałem o koc. Obiecywałem chleb za koc. Ale i chorzy leżący na sali i służba śmiali się tylko. Po jakimś czasie (może kilku godzinach) zimnica odeszła. Jedzenia nie dostałem przez 2-3 dni. Potem skibkę chleba, wreszcie zupę. Byłem okrutnie wygłodzony!

Nie potrafię tego bliżej określić (ale było to po paru dniach) ktoś ze służby oznajmił, że ten kto będzie mył podłogę na sali dostanie repetę. Zgłosiłem się. Brzuch obolały, sztywny. Musiałem się czołgać pod łóżkami, aby dobrze umyć podłogę. Bolało to ogromnie, ale zupę dano. Jeśli się nie mylę, to mycie podłogi a raczej odświeżanie na mokro odbywało się codziennie. I tak powoli służba szpitalna wyręczała się mną i na innych odcinkach ich pracy np. odwoziłem wózek pod drzwi sali operacyjnej (no i przywoziłem), goliłem miejsca mające być operowane, przygotowywałem worki z piaskiem itp. Stałem się „pomagierem”. I było nawet nieźle. Pod dachem, ciepło, repeta wpadała…

Któregoś dnia nakazano wszystkim operowanym nago ustawić się w szeregu. Nadeszli: Deryng, Entress i jeszcze jakiś wysoki, silnie zbudowany SS-Mann. Deryng opisywał Entressowi po kolei każdego, który był operowany. Na tej sali stojących było około 12. Gdy doszli do mnie i Deryng opowiedział o mojej operacji to Entress zawołał: Muselman, du lebst noch?” Kazał dać mi Blokschonung – Deryng na to odpowiedział, że już pomagam pielęgniarzom w ich pracy. I pozostałem jeszcze nadal… Aż na trzecim piętrze położył się docent Bobek (?) z UJ. Ten błagał mnie bym dostarczył mu jakieś książki. Jakoś od kogoś z zewnątrz dostałem „Historię Polski” i dałem Bobkowi. I któregoś dnia wszedł na salę jakiś żołnierz. Zobaczył czytającego, który nie schował książki, lecz ostentacyjnie czytał. Żołnierz zapytał się od kogo książkę dostał a ten wskazał na mnie. Żołnierz załatwił sprawę krótko. Dał mi kopniaka i wyrzucił na Lager. I tak skończyła się całkiem dobra praca.
Wracając do owego przeglądu operowanych. Entress krótko zapowiedział mi, abym po wyjściu z tego bloku zgłosił się do niego na blok 28, ale ja już wtedy trzymałem się zasady: nie musisz to nie idź na Krankenbau. Różnie tam bywało.