Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Powrót do Betonkolonne

Wreszcie wypisano z bloku chorych. Po apelu wieczornym idę z kartką przydziałową na blok 15a. Usiłuję iść prosto. Aż tu młodzik jakiś zaczyna naśmiewać się ze mnie, że jestem pijany itp. Nie pozostałem mu dłużny. Zaczęła się „rozmowa”, z której wynikało, że jestem z Bielska. On też. Nazywa się Józef Pysz nr 1420. Mam przychodzić codziennie po apelu wieczornym na jego blok i dostanę michę zupy. Przychodziłem przez 2 tygodnie! Potem powiedział, że teraz już dam sobie radę a on musi dożywiać innego muzułmanina. Józef pracował jako fotograf. Zaprzyjaźniliśmy się i dzisiaj jeszcze wspominamy te chwile.

Wówczas to odbywało się szlifowanie „zokli” okiennych. Trzeba było kamieniem pocierać wystające kamyki i uzyskać w ten sposób gładką płaszczyznę. Siedziało się na skrzynkach, ale i do tej pracy nie miałem sił. Wtedy to Jurek Ptakowski siadł naprzeciw i robił za siebie i za mnie. Ale kapo i Kommandofuehrer Gaza mnie mocno obserwowali i widać było, że mocno są niezadowoleni ze mnie. Jurek Ptakowski codziennie skombinował michę zupy, wprawdzie już zsiadłej i zimnej, ale zjadałem wszystko.

Tak dla ciekawości podaję, że były też dni takie, w których zjadałem aż 5 tych mis zupy. A w takiej blaszance czerwonej mieściło się więcej niż 1 litr. Byli koledzy uczynni. Inaczej zginąłbym przy 1 litrze, bo długo by trwał okres dochodzenia do sił.

Obok baraku stała budka dla SS-Manna pełniącego służbę przy bramie warsztatów. Jego obowiązkiem było zapisywanie numerów więźniów wychodzących do pracy na zewnątrz obozu i skreślanie po powrocie.
Potrzebny był więzień, który zimą pilnował ognia w piecyku, otwierał bramę samochodom, biegał do warsztatów itp. W tym czasie, kiedy ja wróciłem z bloku 20 na bramie stał więzień Cebula. Poszedł wezwany na blok 20 i nie wrócił. Kapo Toczek wykorzystał ten moment, złapał za kołnierz i postawił mnie przed budką a żołnierzowi zgłosił, że odtąd ja tam będę stał. Formalnie nadal należałem do betoniarni, byłem tylko „odkomenderowany”. SS-Manni zmieniali się prawie codziennie, ale widząc mnie tak słabym i wiedząc, że wróciłem z tyfusu zakazali mi wchodzenia do budki. Stałem więc na zewnątrz, ale wtedy była ciepła i słoneczna jesień, więc raczej to mi pomogło w dojściu do sił.