Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Szpital po raz drugi

Majaczyłem, ale miewałem chwile zupełnej przytomności. I tak w nocy słyszałem jak Pflegerzy siedzący przy swoim łóżku mówili: jutro odwszenie bloku! Będziemy mieli spokój. A ja już wiedziałem co to znaczy „odwszenie bloku”. Więc znowu przekroczyłem ganek i do Stefka: to i tak słyszałem, trzeba uciekać! Na to Stefek: głupiś, tu nie muszę robić, Villi mi podaje i dobrze mi tu. Uciekaj na swoje łóżko. Wróciłem do Xawerego i opowiedziałem co usłyszałem w nocy. A on na to – co ty robisz? Ja „wychodzę”, zgłaszam się jako zdrowy. Bo codziennie, rychło rano, w drzwiach bloku 20 stanął więzień ze Schreibstube, czyli pisarz bloku (Stanisław Głowa) i donośnym głosem wołał – kto jest zdrowy niech zgłasza się na lager! Xawery i ja (bez koszuli) schodzimy z łóżka i idziemy w kierunku drzwi, gdzie stoi pisarz. Ja czuję, że nogi się plączą, więc trzymam się linii wyłożonych kafelek czy kolorowego betonu. Ten pisarz się śmieje: i wy na Lager? Aleśmy się na tyle zbliżyli, że zobaczył numery na rękach, a widząc „stare numery” szybko mówił: dobrze, uciekajcie, wypiszę was zaraz. Dostaliśmy coś (wypis?) co uprawniało nas do wyjścia z bloku. Ale musieliśmy dostać ubranie. Siedliśmy z Xawerym pod blok. Plecami oparliśmy się o ścianę a słońce zaczęło przygrzewać. Jak długo tak siedzieliśmy, nie pamiętam. Dość, że w pewnej chwili nadjechały auta ciężarowe, otworzyły się bramy bloku 20 i zaczęło się ładowanie chorych. Za chwilę jedno, drugie i inne auta wyjeżdżają naładowane chorymi. Jedni leżą a na nich stoją drudzy. I kogo widzę?! Stefka Jachnę! Krzyknął tylko: pożegnaj moją żonę!

Co się stało? Przecież był zdrów już. Twarz nabierała rumieńców! Smyczek przecież odżywiał go! Ale na auta zabierano „hurtem”, kto tylko był na bloku 20. Potem blok zagazowano, ale przedtem wszystkich wywieziono do krematorium! Szkoda Jachny! Taki miły kolega! Tylko nie miał nosa obozowego! Kiedy po jakimś czasie spotkałem Smyczka ten mówił: popatrz, tak długo odżywiałem Stefka a tak diabli wszystko wzięli! A więc cały rachunek wziął w łeb!

Po ubraniu się dostałem przydział na blok młodych żydów. To właściwie była izba młodych żydów. Zdaje się, że to był blok stojący z lewej strony, pierwszy od kuchni (patrząc twarzą na plac apelowy). Co tam wycierpiałem. Miałem przecież jeszcze gorączkę i byłem ogromnie słaby a tu żydziątka – 12,13,14 letnie „robią” zbiórkę i tzw. „abzaehlen” a tu stoję trochę nierówno, więc bęc w brzuch, znowu trochę się przechyliłem – bo to dość długo trwało – więc bęc w twarz, tak jest, dobrze to pamiętam!

Strony: 1 2 3