Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Szpital po raz drugi

Po dwóch dniach udałem się do Smyczka i opowiedziałem wszystko. Wziął mnie do „siebie” na swój blok. Ale tu miliardy pcheł! Blokowy śpi w ten sposób, że pod ścianą ustawia stół, na to daje krzesło a na nie taboret. I dla mnie robi takie samo „posłanie” z tym, że ponieważ jestem słaby i chwieję się – przywiązuje mnie jakoś do ściany. Ale i tu byłem krótko. Muszę opisać jeszcze inne wydarzenie. Zgłosiłem się do kapo Toczka na bloku, aby przyjął mnie do betoniarni. Odmówił i przegonił mówiąc, że on potrzebuje ludzi do pracy a nie muzułmanów. Było to oczywiście w dniu wyjścia z bloku 20. Groziło mi teraz przerzucanie z komanda do komanda. Co to znaczyło, wie każdy były więzień Auschwitz. Poszedłem więc do Untercapy Michała Sywaka (granatowy policjant) i prosiłem o pomoc. Ten zerwał się i poszedł ze mną do kapo Toczka. Powiedział krótko: ten pracuje w betoniarni już dwa lata. Jeśli go nie przyjmiesz będziesz świnią (powiedział gorzej). Jeszcze się kłócili i wreszcie wyraził zgodę. Rano ustawiłem się z Betonkolonne. Coż to była za radość być znowu ze starymi kolegami. Było to wszystko w miesiącach maj-czerwiec, bo pierwszą pocztówkę do domu wysłałem 3.05.1942.

Gdy po latach Sywaka sądzono w Katowicach powtórzyłem to wydarzenie. Sywak uratował mi życie, ja uratowałem Sywaka w sądzie.

Strony: 1 2 3