Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Refleksje

Gdy przywieziono mnie po raz pierwszy do Dachau to zaglądałem do kantyny obozowej. Widziałem jak niemieccy więźniowie kupowali kotlety i zajadali niczym w restauracji. Gdy przybywało więcej Polaków – kotletów zabrakło. Była też sałatka z żabich udek!

Czy niemieccy więźniowie bili Polaków?
Stwierdzić muszę, że za pierwszym i drugim razem – nie było bicia. To zobaczyłem za trzecim moim pobytem! Sam byłem bity po twarzy, gdy w imieniu kolegów prosiłem „Herr Blockaeltester’a” o wydanie kolacji, bo zbliżała się noc, a kolacji nikt nie wydał.

Co z Polską?
Za drugim pobytem, gdy nie pracowałem bo byłem „zur Erholung” zabawiałem się rozmowami z więźniami Niemcami. I tak wybrałem do rozmowy inżyniera katolika z Wrocławia. Zgadzał się ze mną w wielu punktach, ale gdy przyszło pytanie „co będzie z Polską?” po wojnie – odpowiedź padła jedna: „Niemals – nie im Leben!”
Wybrałem do rozmowy komiwojażera – handlował żelazem – był przedstawicielem jakiejś firmy i jeździł po Polsce, agitując za komunizmem, bo był komunistą. Ale czy Polska będzie? Odpowiedź padła – „Niemals!” I z kimkolwiek rozmawiałem padała zawsze podobna odpowiedź. Nie spotkałem Niemca, który byłby przychylny powstaniu Polski.

I kiedy znalazłem się po kilku latach w Gross Rosen to moim kapo był zielonoświątkowiec. Jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy siedział w ciężkim więzieniu a po 1933 r. osadzono go w obozie. Razem 13 lat odsiadywał. A gdy sprowadzałem rozmowę na podobny temat to ten kryminalista miał tę samą odpowiedź: „Niemals”. Dziwnie zgodni byli ci Niemcy! Nie dopuszczali nawet myśli by Polska mogła powstać. Tylko oni – ueber alles.

Strony: 1 2 3 4