Obozowe wspomnienia: Dachau, Gusen, Auschwitz, Gross Rosen, Hersbruck, Dachau.
Eksterminacja inteligencji

Wiosną 1940 r. aresztowano i wywieziono do obozów koncentracyjnych, głównie Dachau, ok. 6000 nauczycieli, księży, urzędników, lekarzy, policjantów, celników, studentów i innych przedstawicieli inteligencji z czego dzięki pomocy IPN Katowice, Muzeum w Oświęcimiu oraz Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Bad Arolsen udało się zidentyfikować 1409 osób z terenu: Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego, Górnego Śląska, Podbeskidzia, Śląska Cieszyńskiego oraz Zaolzia.

Dnia 20.06.2018 r. p. prokurator IPN Ewa Koj przekazała następującą informację:

W ramach Inteligenzaktion wywieziono do Dachau w pięciu transportach 3156 osób.

  9.04 –  69 osób, głównie z okolic Katowic,

14.04 – 874 osoby,

28.04. – 762 osoby, głównie z powiatów bialskiego, żywieckiego, cieszyńskiego, w tym Mariana Główkę

  5.05. – 735 osób,

26.05. – 726 osoby.

Trzeba jeszcze dodać tych, których zatrzymano i zwolniono po aresztowaniu w Sosnowcu (dotyczy to lekarzy) oraz kobiet – nieznana liczb, które trafiły do innych obozów.

Autor biogramów p. Jerzy Klistała oraz inicjator poszukiwań Zbigniew Główka dziękują:

  • Pani prokurator Ewie Koj z IPN Katowice
  • Paniom Susann Urban, Martin Paul i Sigrid Melchior z Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Bad Arolsen
  • Panu pułk. rez. dr. M. Starczewskiemu
  • Panu dr. Adamowi Cyrze z Muzeum w Oświęcimiu

za pomoc w dotarciu do informacji.

Lista zidentyfikowanych więźniów (1414 osoby)

Statystyka

Biogramy

Lista nauczycieli z powiatów bialskiego, cieszyńskiego      i żywieckiego osadzonych w Dachau 28.04.1940 r.  (sporządzono na podstawie materiałów uzyskanych staraniem Państwa Iwony i Wolfganga Rothaugów w Muzeum w Dachau)

Pobierz plik w formacie excel – 
80 Downloads

 

Lista aresztowanych i osadzonych 28.04.1940 r. w Dachau inteligentów powiatów bialskiego, żywieckiego i cieszyńskiego, łącznie 780 osób, z czego ponad 35 % nauczycieli.

Pobierz plik w formacie excel – 
103 Downloads
Dachau po wyzwoleniu

Listy z Dachau – 02.05.1945, 22.05.1945

02.V.1945
22.V.1945
Listy wysyłane na adres żony a żona przesyłała mojej matce do Gniezna. Po wojnie część listów była na przechowaniu w Gnieźnie a część w Straconce.
Dachau, 02.05.1945
Dachau, 2.05.1945
Moja najukochańsza Marysiu i dzieci moje.
W przededniu naszego święta narodowego, które obchodzić będziemy bardzo uroczyście, co wyzwoli z dusz naszych długo ukrywaną tęsknotę za ojczyzną, pozwolono napisać nam do naszych najdroższych słów kilka, by z serc i dusz naszych popłynęły do Was gorące uczucia przywiązania, miłości i poświęcenia. Tak bym krzyczał na świat cały: jestem uratowany dzięki Bogu i Matce Najświętszej za wstawieniem się Was moi Drodzy – jestem wolny i żyję i wrócę do Was. Walczyłem o to z górą lat pięć .
Bóg miłosierny wysłuchał próśb Twoich, dziatek moich i Rodziców moich drogich. Przeżyłem dno piekła, pióro nie odda tego wszystkiego, wierzaj mi, że gdyby nie nagła pomoc armii amerykańskiej nie żylibyśmy już więcej.
Witaliśmy ją w niedzielę 29.IV.1945 o godz.17.30. Cośmy przeżyli, też pióro nie odda. Byłem wtedy na mszy św., kiedy wyzwoleńcy nasi przyszli! I dziękuję Bogu codziennie, że żyję i Was moi drodzy jeszcze uściskam. Z Gross Rosen ewakuowani byliśmy do Hersbrucka koło Norymbergii w styczniu, skąd 9.IV wyszliśmy pieszo, idąc 17 dni do Dachau. Czy wiesz co to znaczy? Wygłodzony tak dalece, że paść miałem, ale jakaś siła ciągnęła mnie naprzód, aż cel osiągnąłem. Czy teraz, kiedy wróg kona już i wolni jesteśmy, przeżywam w każdej minucie mój powrót do domu. Co za radość będzie!
Nowe życie przed nami się otwiera! Odrodziłem się całkowicie, poprowadzę Was wszystkich w świetlaną przyszłość naszą.
Jeślibyśmy jednak nie wrócili, to wiesz że ktoś inny woła….
Spotykam tu Wdowiaka i często spacerujemy, opowiadając o Was moi kochani!
Jak spragnionych jestem uścisków Waszych! Serce rwie się do Was.
Ucałuj Krzysię moją złotą, Alusia drogiego i Jędrusia najmilszego. Powiedz im, że ich modlitwy jedynie zachowały mnie przy życiu. Ciebie ściskam z całego serca jak nigdy dotąd! Oczy Twoje i rączki spracowane i serce, które było mi wierne.
Do zobaczenia się Twój wierny i kochający zawsze Maryś ! Matkę Twą całuję serdecznie.
Najdroższa na świecie Mamo moja, Ojcze i Kaziu!
Żyję i jestem wolny! Sprawiły to Wasze modlitwy i łzy wylane. Bóg jest dobry w swej potędze! Wrócę do Was i ucałuję Wasze stopy i ręce spracowane. Mamo! Co za szczęście, że się tak skończyło!

Podziękujcie Bogu, bo i ja jak umiem dziękuję. Pragnienia moje gorące by jeszcze raz ucałować ręce Wasze, spełniać się zaczynają! Co za radość, co za wesele w sercu moim. Kazię całuję serdecznie, moją najlepszą siostrzyczkę. Całuję Janię, Czesię kochaną i wszystkie dzieci. Franka i Janka ściskam gorąco. Ciebie najlepsza mamo i Ojcze całuję z całego serca. Bądźcie spokojni o mnie. Bóg i modlitwy Wasze mnie prowadzą. Bóg z wami.
Wasz kochający Syn, Brat, Wujek i Szwagier
Marian

Strony: 1 2

Gross Rosen

Gross Rosen, 26.11.1944

Kochana żono, dzieci i rodzice!
Odpowiedzi na mój list jeszcze nie otrzymałem. Paczkę od Kazi i chleb od Ciebie kochana Mizelle otrzymałem z podziękowaniem. Wszystko było w najlepszym porządku. Na urodziny Alusia i imieniny mojej mamusi i syna Alexa przesyłam moje najserdeczniejsze życzenia szczęścia.
Całusy dla Ciebie, kochana żono za myśli i starania o mnie. Kazię całuję również serdecznie, ona jest najlepszą siostrą. Przesyłam również pozdrowienia dla Janiny i Czesi. Jestem zdrowy i czuję się dobrze. Czy Florek i Tomek są nadal tak dobrzy dla Was jak dawniej? Florek był zawsze szczególnie dobry.
Czekam na szybką odpowiedź.
Całusy dla rodziców, dla Ciebie kochana Marychno i dla dzieci
przesyła Wasz ojciec, mąż i syn
Marian
Zwracaj uwagę przy adresie na blok 6.

Strony: 1 2

O moich listach

W listach z obozu nie wolno było pisać o obozie. Zasadniczo, każdy list musiał rozpoczynać się słowami: „Jestem zdrów i czuję się dobrze”

Nawet wtedy, gdy leżało się w „szpitalu” obozowym.

Dlatego listy wszystkie przepełnione są pytaniami o dom, o rodzinę! A o sobie w ogóle nic, lub bardzo mało. I to zazwyczaj o sobie wtedy mogłem napisać, gdy „podszyłem” się pod „Maciusia”. Moja matka za swoich młodych lat wołała na mnie „Maciuś”.

Gdy tylko zorientowałem się, że w domu rozumieją to przybrane imię, zacząłem pisać o „Maciusiu”, ale ostrożność była nakazana, bo cenzorzy listów to przecież nie najgłupsi Niemcy.

Często w listach wspominany Onkel Kopijasz – to ksiądz proboszcz ze Straconki. Wspominałem go wtedy, gdy było ze mną źle, gdy chorowałem lub wycieńczony byłem i leczyłem się z „wykończenia”

Znaczyło to wtedy, aby rodzina modliła się za mnie.

Dnia 13.10.1944 załadowano do pociągu towarowego i wywieziono przez Opole do nowego obozu Gross Rosen, do którego przyjechałem15.10.1944.

Listy z Auschwitz –

pocztówka 23.XII.1940

listy:

1941 rok

12.I.1941, 26.I.1941, 09.II.1941, 23.II.1941, 09.III.1941, 23.III.1941, 05.IV.1941, 27.IV.1941, 25.V.1941, 06.VII.1941, 20.VII.1941, 22.VII.1941, 17.VIII.1941, 31.VIII.1941, 21.IX.1941, 05.X.1941, 26.X.1941, 09.XI.1941, 23.XI.1941, 07.XII.1941

1942 rok

1.I.1942, 10.I.1942 , 1.III.1942, 15.II.1942, 22.II.1942, 20.V.1941 , 5.VII.1942, 6.IX.1942, 18.X.1942, 15.XI.1942, 29.XI.1942

1943 rok

18.VII.1943, 8.VII.1943, 11.XII.1943, 21.XI.1943, 7.XI.1943, 17.X.1943, 3.X.1943, 12.IX.1943, 22.VII.1943, 4.VII.1943, 31.I.1943, 14.II.1943, 1.III.1943, 13.III.1943, 9V.1943, 30.V.1943, 20.VI.194

1944 rok

11.1.1944, 23.I.1944, 6.II.1944, 5.III.1944,

19.III.1944 – z pisanką wielkanocną,

9.IV.1944, 22.IV.1944, 14.V.1944, 28.V.1944, 11.VI.1944,

25.VI.1944 – z rys. jaskółki niosącej list,

30.VII.1944 – z rysunkiem „13 lat” (małżeństwa),

13.VIII.1944,

10.IX.1944- z rysunkiem 3 osobowej rodziny oczekującej na list niesiony przez jaskółkę,

24.IX.1944, 8.X.1944, 13.X.1944, 13.X.1944

Dlaczego przeżyłem obóz – II.1974

Mój stan psycho – fizyczny
Fizycznie byłem słaby. Żadnego umięśnienia. Tłuszczu też nie było wiele. W domu rodzicielskim nie pracowałem ciężko; stąd o rozwijaniu tężyzny fizycznej nie było mowy. Dużo nauki, a ze sportu to siatkówka lub piłka nożna. Komisja lekarska przy poborze orzekła – „klatka piersiowa płaska”. Oczy słabe, a później doszły okulary, które stały się w obozie moją prawdziwą zmorą. Co natomiast wyniosłem z domu, z internatu szkolnego, drużyny harcerskiej to to, że potrafiłem jeść potrawy w różny sposób przygotowane. To nie czynnik bagatelny w przeżywaniu obozu. Był w Oświęcimiu taki okres podłego gotowania obiadu, że bardzo wielu więźniów nie mogło po prostu przełknąć tej ohydnej zupy (zwłaszcza, kiedy w kuchni obozowej zatrudniono żydówki). Bardzo wielu więźniów wymieniało te zupy na papierosy. U wielu nie pomogły perswazje. Oni nie mogli tej zupy przełknąć. W ślad za niektórymi więźniami lewą ręką zatykałem nos, aby nie czuć tego ohydnego smrodu, zamykałem oczy, a prawą ręką podawałem łyżką zupę. Ten okres był wystarczająco długi, by wielu więźniów wycieńczyło się bez reszty.

Trzymałem się niezłomnie zasady, że to co dostaję do jedzenia nie może być przedmiotem wymiany na papierosy. Jedzenie wymieniałem tylko wtedy, gdy „zorganizowałem” dodatkowe jedzenie i wtedy część tej zorganizowanej strawy wymieniałem na papierosy. Tej zasady trzymałem się twardo przez wszystkie lata obozu.

Pamiętam, jak w kwietniu 1940 r. po zarejestrowaniu, myciu itp. nowy transport więźniów poszedł około 17-tej na blok (Dachau) i tam dostaliśmy kolację, a właściwie zaległy obiad. Była to grochówka, o dziwo na wędzonce. Ja już 3 doby nie miałem nic w ustach stąd zupa tak mi smakowała, że na zawołanie blokowego „kto chce repetę” poszedłem drugi raz z menażką. Nie zapomnę tego jak znajomi oburzali się, „że ja takie coś mogę jeść”. A później i oni bili się w ogonku o repetę. Oczywiście to nie jest najważniejszy czynnik składający się na „przeżycie obozu”. Piszę to dlatego, że ten problem wyrósł już w pierwszych godzinach pobytu w obozie. Zastanawiając się nad ankietą widzę, że ten czynnik odegrał u mnie bardzo ważną rolę. Znałem też na tyle Niemców, że skoro dostałem się w tryby ich maszyny nie prędko się z nich wydostanę. Nie robiłem sobie złudzeń, nie liczyłem na żadne rychłe wyjście z obozu ani rychłe zakończenie wojny. To mnie uchroniło przed załamaniem. Moją dewizą było: aby minutę, aby dzień przeżyć bez okaleczenia, bez bicia. Panicznie się bałem „słupka” czy to w Dachau czy w Gusen. Widziałem kolegów wracających ze słupka. Stąd np. nie nosiłem w kieszeni nawet okruszynki tytoniu, stąd w Oświęcimiu np. myłem się w grudniu i styczniu 1940/41 po pas pod pompą na placu lub kawałkami lodu znajdującego się w małych beczułkach po burakach czerwonych zakupionych w kantynie, a potem ustawianych wzdłuż ściany bloku, a po powrocie z pracy zziębnięty, mało – przemarznięty – myłem się tym lodem.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Przyjaźnie obozowe – I.1974
Przyjaciele obozowi numer obóz komando / funkcja data urodz. data śmierci
Stanisław Dubois-Dębski 3904 Auschwitz Betonkolonne 07.01 1901 19.07 1942
Jerzy Ptakowski
Roch Wystrach Auschwitz
Dachau
Mauthausen / Gusen
Betonkolonne 14.08 1913 tyfus
Roman Nawrot
Franciszek Targosz 7626 Auschwitz muzeum 1899
Józef Pysz 1420 Auschwitz fotograf
Jakub Mazurek 1114 Auschwitz ślusarnia
Stanisław Kłodziński 20019 Auschwitz pielęgniarz
Jan Zielina Auschwitz
Stefan Stolarzewicz 107496 Auschwitz lekarz
Teodor Musioł Dachau zielarz
Władysław Jabłecki 7765 Auschwitz instalatorzy
Kazimierz Kumala 17374 Auschwitz instalatorzy
Tadeusz Gałuszka 1224 Auschwitz Betonkolonne
Władysław Siwek 5826 Auschwitz malarz
Tadeusz Borowski Dachau
Tadeusz Szwed Dachau
Konrad Szweda 7669 Auschwitz Abbruchkomando
Roman Taul
Marek Piotrowski Hersbruck-Dachau
Współtowarzysze obozowi
Betonkolonne
Kazimierz Zawadzki
Władysław Piłat
Mikołaj Sroka
Tadeusz Zaleski
Mieczysław Hrabyk
Marek Królikowski
Sosnowski
Roman Holi
Instalatorzy
Alojzy Brynek
Franciszek Sosinka
inż. Nawrot
Jan Mięsok capo
Michniowski
Kozik
Ślusarnia
Józef Pluta
Franciszek Smolik
Michał Kula
Kanalizatorzy, inne
Henryk Walicki capo
Szczybroda
Teodor Filipowicz pisarz malarzy
Feliks Manieta rzeźnia
Franciszek Rosegnat stolarnia
Władysław Plaskura 1000 Auschwitz
Józef Plaskura 1001 Auschwitz
Mieszkańcy Straconki
zginęli w Gusen
Gustaw Klaja
Antoni Procner
Tadeusz Łanoszka
Ludwik Furka
Andrzej Pysz 21.10.1940
Józef Łanoszka
zginał w Oświęcimiu
Józef Kopiasz proboszcz
przeżyli
Henryk Klaja
Józef Wdowiak wikary
Edmund Sierosławski
Józef Kopaczko
Marian Główka
zwolnieni z obozów
Władysław Adamczyk
Władysław Żaczek
Jan Kopaczko
Stanisław Chrobak
aresztowani w obozach
Alojzy Jakubiec
Franciszek Szuta
Anna Waluś
Manda
Nauczyciele z Seminarium w Rogoźnie
Kazimierz Kozieł
Werbel ksiądz
Koledzy nauczyciele
Ireneusz Półchłopek
Znajomi z Rydułtów i okolic
Stefan Jachna

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16

Refleksje

Gdy przywieziono mnie po raz pierwszy do Dachau to zaglądałem do kantyny obozowej. Widziałem jak niemieccy więźniowie kupowali kotlety i zajadali niczym w restauracji. Gdy przybywało więcej Polaków – kotletów zabrakło. Była też sałatka z żabich udek!

Czy niemieccy więźniowie bili Polaków?
Stwierdzić muszę, że za pierwszym i drugim razem – nie było bicia. To zobaczyłem za trzecim moim pobytem! Sam byłem bity po twarzy, gdy w imieniu kolegów prosiłem „Herr Blockaeltester’a” o wydanie kolacji, bo zbliżała się noc, a kolacji nikt nie wydał.

Co z Polską?
Za drugim pobytem, gdy nie pracowałem bo byłem „zur Erholung” zabawiałem się rozmowami z więźniami Niemcami. I tak wybrałem do rozmowy inżyniera katolika z Wrocławia. Zgadzał się ze mną w wielu punktach, ale gdy przyszło pytanie „co będzie z Polską?” po wojnie – odpowiedź padła jedna: „Niemals – nie im Leben!”
Wybrałem do rozmowy komiwojażera – handlował żelazem – był przedstawicielem jakiejś firmy i jeździł po Polsce, agitując za komunizmem, bo był komunistą. Ale czy Polska będzie? Odpowiedź padła – „Niemals!” I z kimkolwiek rozmawiałem padała zawsze podobna odpowiedź. Nie spotkałem Niemca, który byłby przychylny powstaniu Polski.

I kiedy znalazłem się po kilku latach w Gross Rosen to moim kapo był zielonoświątkowiec. Jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy siedział w ciężkim więzieniu a po 1933 r. osadzono go w obozie. Razem 13 lat odsiadywał. A gdy sprowadzałem rozmowę na podobny temat to ten kryminalista miał tę samą odpowiedź: „Niemals”. Dziwnie zgodni byli ci Niemcy! Nie dopuszczali nawet myśli by Polska mogła powstać. Tylko oni – ueber alles.

Strony: 1 2 3 4

Polski śpiew pod Norymbergą

Z obozu Hersbruck chodziliśmy 5 km (około) do pracy w sztolni. Przechodzić musieliśmy przez małe miasteczko. Nie wiem jak się nazywało. Domy były jeszcze węższe niż na Starówce w Warszawie. Gdyśmy maszerowali do pracy widziałem otwierające się okna a kobiety wyglądające wyglądały bokiem – bo wprost chyba by się nie zmieściły. Na mnie robiło to wrażenie domków Baby Jagi – domków z piernika.

Kiedyś tak idziemy (ale już zbliżał się koniec wojny) a kapo mówi: czy umiecie coś zaśpiewać? No i zaczęliśmy śpiewać. Ale jak głośno, ile serca wkładaliśmy w ten śpiew! „O mój rozmarynie”, „Serce w plecaku” itp. I ze śpiewem wkraczamy na uliczki tego miasteczka. A my dalej śpiewamy! Wszystkie okna otwarte, pełno kobiet i dzieci w oknach!

Na drugi dzień w czasie apelu komendant obozu ogłasza: śpiewanie piosenek w obcych językach jest „streng verboten”. Ale cośmy śpiewali, tośmy śpiewali – w samym sercu Niemiec!

Wieczorem tego samego dnia na apelu zapowiadają nam, że gdy taką syrenę usłyszymy, mamy rzucać pracę i szybko wracać do obozu.

No to już się zaczyna! No to ładnie!

Strony: 1 2

Transport z Gross Rosen

Obóz w Gross Rosen 5.02.1945 został w nocy ostrzeliwany przez samoloty radzieckie. W obozie było zaciemnienie. Była tzw. Blocksperre czyli nikomu z bloku wyjść nie wolno było. Światła pogaszone. Siedzieliśmy na pryczach. Słyszeliśmy serie z karabinów, tupot nóg zbiegających z budek strażniczych SS-Mannów – co nas ogromnie podnosiło na duchu. I potem nastąpiła cisza. Wreszcie około północy zawyła syrena obozowa. Zabraliśmy ze sobą koc, menażki i łyżkę. Na placu apelowym policzono, ustawiono nas setkami. Do każdej setki więźniów dołączono kilku SS-Mannów i 2-3 psy. Wyruszyliśmy w ciemną noc w drogę. Przyszliśmy na jakiś dworzec. Czytam napis, Strigau. Na torze stoją otwarte węglarki. Na każdej węglarce jest kredą napisana cyfra 60 lub 80 a nawet 100. Tylu miało wejść więźniów. Do mojej węglarki zamiast 60 wepchnięto chyba około 100 ludzi. Było tak ciasno, że nie można było zmienić nogi! W jednym narożniku stało kilku Niemców, blokowych i Capów. Gdy pociąg był w biegu ci Niemcy chwytali jakiegoś słabego Polaka i wyrzucali „za burtę”, aby tylko sobie zrobić trochę miejsca. Reagować na to jednak nie mogliśmy, gdyż byliśmy tak stłoczeni, że się poruszyć nie można było. Kiedy to wyrzucanie nie ustawało ktoś podał projekt by ułagodzić Niemców papierosami. Zebraliśmy kilka i podaliśmy im z tym by nie wyrzucali za burtę. I zaprzestali. Zresztą „zrobili” sobie dosyć już miejsca.

Wysiadamy na dużą stację kolejową Plauen. Każą wszystkim wysiadać. Następuje selekcja. Słabych więźniów zostawiają na peronie, a silniejszym każą wsiadać do wagonów. Utkwił mi taki obraz: w przejściu na peron, przy bileterze przechodzi stara kobieta ubrana w czerń. Gdy przechodzi obok biletera żołnierze oddają salwę do tych będących na peronie. I widzę jak ta kobieta robi znak krzyża. Pociąg rusza, wskakują żołnierze i jedziemy dalej. Przejeżdżamy przez dworzec w Lipsku. Cały strzaskany. Na peronie przechadza się młody lotnik niemiecki, u boku wisi mu sztylecik a pod rękę trzyma pannę i słyszę głos tej panny: co to są za jedni? Oficer odpowiada: nie patrz tam, to są małpy!

Myśmy rzeczywiście wyglądali dziwacznie: już kilka dni jedziemy bez jedzenia i mycia, otuleni jesteśmy całkowicie kocami mokrymi od deszczu i śniegu a widać było tylko oczy, a u wielu wyzierała z oczu gorączka!

Listy z Gross Rossen – 26.11.1944, 01.01.1945, 02 lub 03.1945,

Gross Rosen – obóz piąty

13.10.1944 ulokowano nas w wagonach. Do każdego wagonu dodano po 2 Schutzpolizei. Wagon zaplombowano i ruszyliśmy. W wagonie było nas ponad 40. Zaczęliśmy się niepokoić. Dokąd to nas wywożą? Koledzy uchwalili, abym znający trochę język niemiecki rozpoczął z nimi rozmowę i dowiedział się dokąd jedziemy. Jeden strażnik był jakiś zły, starszy w wieku ok. 50 lat. Drugi, sądząc z twarzy dość miłej, wydawał się przystępniejszy. Gdy starszy policjant zasnął poczęstowałem młodszego papierosem. Przyjął. Miał na kolanach wieczko tekturowe z pudełka od butów. Coś drukował ołówkiem. Zapytałem się co to takiego? To list do żony, nie miałem czasu nigdy napisać. Gdy będziemy przejeżdżali przez Opole wyrzucę przez szczelinę w wagonie, a ktoś litościwy zaniesie do mego domu.

No i potoczyła się rozmowa. Policjant ten twierdził, że Opole będzie „wasze”, polskie… Oponowałem, że tu mieszkają Niemcy. Tak to prawda, rzekł policjant, ale gdy wyjedziesz za miasto, tam mowy niemieckiej nie usłyszysz. A gdy poprosisz o sprzedaż chleba w języku niemieckim to chleba nie ma, a gdy poprosisz po polsku to dostaniesz. I pamiętaj, mówi policjant, we Wrocławiu tak samo. To wszystko będzie wasze. Dziwne to, bardzo dziwne. Zacząłem się obawiać, że to jakaś prowokacja. Oczywiście dowiedzieliśmy się, że jedziemy do Gross Rossen. Tam będziemy pracowali w kamieniołomach. Przyjechaliśmy rychło nad ranem 15.10.1944 r. Ustawiono nas na placu. Było nas 500 więźniów. Kazano oddać wszystko, nawet pasek do spodni i chusteczkę do nosa. Potem kazano się pochylić, rozszerzyć pośladek i SS-Manni zaglądali…

Potem dowiedziałem się, że szukano „złota”. Bo Oświęcimiacy mieli opinię, że zaopatrzyli się w obozie na drogę w złoto…

Nasza grupa 500 ludzi to tzw. „Facharbeiter” czyli fachowcy. Transport kompletowano pod tym kątem, że fachowcy ci będą budować nowy obóz dla mających być ewakuowanych Oświęcimiaków… A tymczasem, zapędzono większość więźniów do noszenia kamieni pod fundamenty nowych bloków. Same bloki wznosili robotnicy cywilni przeniesieni z Oświęcimia. Jednego z nich poznałem, że jest ze Straconki – to był Stefan Chrapkiewicz. On to przeniósł mi sweter z domu, a w ubikacji nastąpiło przekazanie mi go.

Strony: 1 2 3